Z każdą sekundą ściana wody, błota i skalnego gruzu jest coraz bliżej ludzi stojących w dolinie. Jeden z mężczyzn nadal wszystko nagrywa. Dopiero gdy dociera do niego, że fala zaraz znajdzie się tuż obok, chwyta telefon i zaczyna uciekać. Dramatyczny film pokazuje, jak niewiele czasu mieli mieszkańcy pogranicza Nepalu i Chin.
Nagrywał falę, która pędziła prosto na niego
Film rozpoczyna się niepozornie. Widać grupę robotników przebywających w pobliżu rzeki. Po chwili w oddali pojawia się ogromna, ciemna fala. Ludzie szybko orientują się, że nie jest to zwykłe wezbranie.
Autor nagrania początkowo nie opuszcza miejsca. Trzyma telefon skierowany w stronę nadciągającej masy, która błyskawicznie pochłania kolejne fragmenty doliny. Słychać jego przerażony głos. Mężczyzna powtarza: „O mój Boże”, a następnie rusza do ucieczki.
Jak informuje Wirtualna Polska, zarówno autorowi filmu, jak i widocznym na nagraniu robotnikom miało udać się wydostać z zagrożonego miejsca. Do końca nie wiadomo jednak, kim był mężczyzna i dlaczego tak długo zwlekał z rozpoczęciem ucieczki.
Nagranie kończy się gwałtownie, gdy osoba trzymająca telefon zaczyna biec. W tej samej chwili fala jest już niebezpiecznie blisko.
Ludzie mieli tylko kilka chwil na reakcję
Powódź błyskawiczna różni się od typowego, stopniowego podnoszenia poziomu rzeki. Ogromna masa wody może pojawić się nagle i przemieszczać z wielką prędkością, porywając skały, drzewa, samochody oraz fragmenty budynków.
W górskiej dolinie nie ma wielu dróg ucieczki. Wysokie zbocza, wąskie przejścia i zniszczone drogi sprawiają, że dotarcie na bezpieczną wysokość może być niezwykle trudne. Osoby widoczne na filmie miały ogromne szczęście, że zauważyły zagrożenie wystarczająco wcześnie.
Eksperci cytowani przez „The Guardian” porównywali taką mieszaninę wody i rumowiska do płynnego betonu. Przed przemieszczającą się z dużą prędkością masą praktycznie nie można uciec po płaskim terenie. Szansę daje jak najszybsze dotarcie wysoko na zbocze.
Kolejny Nepalczyk ocalał dzięki drzewu
Nagranie robotników nie jest jedyną historią niezwykłego ocalenia. 24-letni Bibek Kumal pracował przy kopaniu dołu obok nowego domu w miejscowości Bidur, gdy usłyszał niepokojący szum.
Koledzy zaczęli krzyczeć, aby natychmiast wychodził i uciekał. Mężczyzna wydostał się z wykopu, ale po chwili dogoniła go fala. Woda porwała go razem z błotem i kamieniami.
Nepalczyk przeżył, ponieważ zatrzymał się na drzewie mango. Trzymał się go, obserwując, jak znika budynek, przy którym jeszcze chwilę wcześniej pracował. Później dotarli do niego policjanci. Mężczyzna odniósł obrażenia nogi i trafił do szpitala w Katmandu. Jego historię opisał Reuters.
Bilans katastrofy zmienia się z każdą godziną
Skala kataklizmu okazała się znacznie większa, niż wskazywały pierwsze informacje. Według danych przekazywanych 27 sierpnia przez Reuters w Nepalu i Chinach odnaleziono ciała co najmniej 359 osób. Ponad tysiąc kolejnych pozostawało zaginionych.
Wśród osób, z którymi nie udało się nawiązać kontaktu, są mieszkańcy, pracownicy służb, robotnicy oraz setki zagranicznych turystów i pielgrzymów. Wielu z nich podróżowało w stronę góry Kajlas, uznawanej za święte miejsce przez wyznawców kilku religii.
Brak kontaktu nie przesądza jeszcze o losie wszystkich zaginionych. Zniszczenie sieci telefonicznych, dróg i mostów odcięło liczne miejscowości. Służby ostrzegają jednak, że bilans może nadal rosnąć w miarę docierania ratowników do zasypanych terenów.
Co spowodowało niszczycielską falę?
Pierwsze doniesienia mówiły o trzęsieniu ziemi w rejonie granicy. Późniejsza analiza sygnałów sejsmicznych wskazała jednak, że drgania mogły zostać wywołane przez gwałtowne osunięcie ogromnej masy lodu, skał i ziemi.
Jedna z głównych hipotez zakłada, że lawina skalno-lodowa zablokowała górską rzekę. Za naturalną zaporą zaczęła gromadzić się woda. Gdy blokada nie wytrzymała naporu, w dół doliny ruszyła niszczycielska fala.
Dokładny przebieg zdarzenia nadal jest badany. Naukowcy analizują zdjęcia satelitarne, pomiary poziomu rzek oraz zapisy sejsmiczne. Z tego powodu pierwszych doniesień o przyczynie katastrofy nie należy traktować jako ostatecznych ustaleń.
Akcję utrudniają zniszczone drogi i kolejne opady
Do poszukiwań skierowano tysiące policjantów, żołnierzy i ratowników. Wykorzystywane są również śmigłowce, ale pogoda oraz uszkodzenie infrastruktury znacząco ograniczają możliwości dotarcia do części miejscowości.
Powódź zniszczyła domy, elektrownie wodne, mosty i fragmenty tras prowadzących do granicy. Poważnie ucierpiał także port Gyirong, jeden z najważniejszych punktów handlowych między Nepalem i Chinami.
Ratownicy muszą liczyć się z ryzykiem kolejnych osuwisk. W górnym biegu rzek utworzyły się nowe blokady, za którymi może gromadzić się woda. Mieszkańcy terenów położonych w pobliżu koryt rzecznych otrzymali polecenie zachowania szczególnej ostrożności i przeniesienia się na wyżej położone obszary.
Dramatyczny film z uciekającymi robotnikami pokazuje, jak szybko rozegrała się katastrofa. To, co początkowo wyglądało jak odległa fala, zaledwie po kilku chwilach znalazło się tuż za ludźmi. Tym razem zdążyli uciec. W wielu innych miejscach mieszkańcy nie otrzymali podobnej szansy.
To też może cię zainteresować: Emerytura i dodatkowe 3386 zł co miesiąc. Przepisy pozwalają na taki zbieg, ale pod jednym warunkiem
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Emerytka miała tylko 50 zł i poprosiła o mszę za chorego męża. Odpowiedź księdza zapamięta na długo