Wystarczyło kilkanaście minut intensywnego deszczu, by część ulic znalazła się pod wodą, a kierowcy musieli zwalniać, omijać rozlewiska i uważać na niebezpieczne miejsca na jezdni.

Mieszkańcy relacjonowali w mediach społecznościowych, że opad przypominał „ścianę deszczu”. W niektórych rejonach miasta problemem były nie tylko zalane ulice, ale też pokrywy studzienek wypychane przez wodę. To szczególnie groźne, bo pod wodą trudno dostrzec otwór lub przesuniętą pokrywę.

Ulica Derdowskiego znów pod wodą

Jednym z najbardziej problematycznych punktów okazała się ulica Derdowskiego. To miejsce dobrze znane mieszkańcom Szczecina, bo przy gwałtownych opadach regularnie pojawiają się tam rozlewiska. Tym razem było podobnie — woda zebrała się na jezdni, a przejazd stał się utrudniony.

Kierowcy musieli zachować szczególną ostrożność. Wjazd w głęboką wodę może skończyć się zalaniem silnika, uszkodzeniem auta albo utknięciem na środku drogi. Dodatkowo fale tworzone przez przejeżdżające samochody mogą pogarszać sytuację przy chodnikach i posesjach.

W czasie takiej ulewy najgorszym doradcą jest pośpiech. Nawet jeśli droga wygląda na przejezdną, nie zawsze da się ocenić, jak głęboka jest woda.

„Studzienki wyskakują”

Groźnie było także w rejonie Pomorzan. Mieszkańcy ostrzegali, że na ul. Dąbrowskiego pokrywa studzienki została wypchnięta przez wodę. W komentarzach pojawiały się apele o ostrożność, bo taka sytuacja może stanowić realne zagrożenie dla kierowców, rowerzystów i pieszych.

To jeden z najbardziej niebezpiecznych skutków nawalnych opadów w mieście. Gdy woda płynie ulicą, zasłania wszystko, co znajduje się pod powierzchnią. Kierowca może nie zauważyć otwartej studzienki, wyrwy w jezdni albo przesuniętego elementu infrastruktury.

Dlatego po intensywnych opadach nie należy lekceważyć nawet pozornie niewielkich rozlewisk. Pod wodą może kryć się coś, czego nie widać z kabiny auta.

Służby pracowały w newralgicznych punktach

Po licznych zgłoszeniach w gotowości były miejskie służby. Pracownicy Zakładu Wodociągów i Kanalizacji oraz Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego monitorowali sytuację i zabezpieczali miejsca, w których woda powodowała największe utrudnienia.

Takie działania są konieczne, bo podczas gwałtownego opadu sytuacja może zmieniać się bardzo szybko. Jedna ulica po kilku minutach jest jeszcze przejezdna, a chwilę później woda stoi już na całej szerokości jezdni.

Mieszkańcy również ostrzegali się wzajemnie w sieci. Dzięki takim informacjom inni kierowcy mogli omijać zalane fragmenty miasta i nie ryzykować przejazdu przez miejsca, w których poziom wody był szczególnie wysoki.

To nie koniec deszczowej pogody

Według zapowiedzi nieprzyjazna aura z opadami może utrzymywać się w północnych regionach kraju. Dla mieszkańców oznacza to konieczność dalszej ostrożności, zwłaszcza podczas dojazdów do pracy, powrotów do domu i parkowania samochodów w miejscach narażonych na zalanie.

Warto śledzić komunikaty miejskie i ostrzeżenia pogodowe. Jeśli wiadomo, że ulica regularnie zamienia się w potok po ulewie, lepiej wcześniej wybrać inną trasę.

Szczecin po raz kolejny przekonał się, że gwałtowny deszcz potrafi w kilka chwil sparaliżować ruch i stworzyć realne zagrożenie. Zalane ulice, powalone drzewa i wypychane studzienki to nie tylko efektowny obraz po burzy, ale sygnał, że podczas takiej pogody trzeba działać ostrożnie i bez pośpiechu.

To też może cię zainteresować: Z życia wzięte. "Postanowiłam wyjść za bogatego mężczyznę": Ta decyzja zmieniła moje życie, ale nie tak, jak chciałam

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Do schroniska brakowało kilkudziesięciu metrów. Wtedy Anię trafił piorun