Monika rozpłakała się i zapewniła, że będziemy mogli na nią liczyć.

Syn zareagował podobnie.

— Tato nie zostanie sam — obiecał Paweł. — Jesteśmy rodziną.

Przez pierwsze dwa tygodnie dzieci dzwoniły prawie codziennie. Później rozmowy stawały się coraz rzadsze. Monika miała dużo pracy, a Paweł ciągle wyjeżdżał służbowo. Kiedy prosiłam, żeby któreś z nich zostało z ojcem choć przez kilka godzin, zawsze pojawiała się jakaś przeszkoda.

Zostałam sama z lekami, wizytami i nieprzespanymi nocami. Pomagałam Janowi wstawać, myłam go i karmiłam. Schudłam kilkanaście kilogramów, ale najbardziej bolał mnie widok męża czekającego przy oknie.

— Może dzisiaj przyjadą? — pytał w każdą niedzielę.

Dzwoniłam do dzieci, a potem wymyślałam usprawiedliwienia. Mówiłam, że Monika jest przeziębiona, a Paweł utknął w pracy. Nie chciałam, żeby Jan wiedział, że zwyczajnie nie mieli dla niego czasu.

Na jego siedemdziesiąte urodziny przygotowałam tort i nakryłam stół dla sześciu osób. Dzieci obiecały, że przyjadą z wnukami. Jan założył koszulę, choć sprawiało mu to ogromny ból.

Czekaliśmy trzy godziny. W końcu Monika wysłała wiadomość, że wnuczka ma sprawdzian i musi się uczyć. Paweł przestał odbierać telefon.

Mąż zgasił świeczki sam.

— Nie dzwoń już do nich — powiedział. — Jeśli chcieliby mnie zobaczyć, znaleźliby czas.

Kilka miesięcy później jego stan gwałtownie się pogorszył. Zadzwoniłam do dzieci i powiedziałam, że mogą nie mieć kolejnej okazji, aby porozmawiać z ojcem.

Monika obiecała, że przyjedzie następnego dnia. Paweł powiedział, że spróbuje przełożyć spotkanie. Żadne z nich się nie pojawiło.

Jan odszedł nocą, trzymając mnie za rękę. Jego ostatnie słowa nie dotyczyły bólu ani strachu.

— Powiedz dzieciom, że mimo wszystko je kochałem.

O szóstej rano zadzwoniłam do Moniki. Przyjechała dwie godziny później. Była zapłakana, ale już w przedpokoju zapytała:

— Tata zostawił testament?

Paweł pojawił się niedługo po niej. Nawet nie zdjął kurtki.

— Gdzie są dokumenty domu? — rzucił. — Lepiej od razu wszystko zabezpieczyć, żeby później nie było problemów.

Patrzyłam na dzieci i nie mogłam uwierzyć, że to ci sami ludzie, na których Jan czekał do ostatniego dnia.

Podczas przygotowań do pogrzebu Monika zaglądała do szuflad, a Paweł wypytywał o oszczędności. Zaczęli nawet kłócić się o samochód ojca. Musiałam przypomnieć im, że nie został jeszcze pochowany.

Na pogrzebie stali przy trumnie i płakali tak głośno, że wszyscy sąsiedzi im współczuli. Nikt nie wiedział, że nie odwiedzili ojca przez ostatnich siedem miesięcy jego życia.

Tydzień później spotkaliśmy się w kancelarii. Dzieci przyjechały przekonane, że odziedziczą dom, działkę oraz pieniądze ze sprzedaży starego warsztatu Jana.

Prawnik wyjaśnił, że dom od początku należał do mnie — dostałam go od rodziców jeszcze przed ślubem. Oszczędności w dużej części zostały wydane na leczenie i opiekę. Samochód sprzedaliśmy kilka miesięcy wcześniej, by opłacić rehabilitację.

Pozostałe pieniądze Jan przekazał hospicjum, którego pracownicy pomagali nam wtedy, gdy własne dzieci nie miały czasu przyjechać.

— To niemożliwe! — krzyknął Paweł. — Przecież jesteśmy jego dziećmi!

Prawnik wyjął dwie koperty.

— Państwa ojciec zostawił jeszcze listy.

Monika rozerwała swoją kopertę drżącymi rękami. Paweł zaczął czytać na głos, lecz po kilku zdaniach zamilkł.

„Kochane dzieci. Nie mam do was żalu o to, że nie potrafiliście mnie uratować, bo nie mogliście. Boli mnie jednak, że nie znaleźliście nawet jednej godziny, żeby usiąść obok mnie. Mama przez wiele miesięcy dźwigała wszystko sama. Jeśli po moim odejściu przypomnieliście sobie o ojcu tylko dlatego, że liczycie na majątek, oznacza to, że jako rodzic poniosłem największą porażkę”.

Monika zaczęła płakać. Paweł zgniótł kartkę i zapytał, czy można podważyć decyzję ojca. Nawet wtedy bardziej interesowały go pieniądze niż ostatnie słowa człowieka, który go wychował.

Wstałam od stołu.

— Ojciec czekał na was do końca. Teraz jest już za późno.

Przez kolejne tygodnie dzieci próbowały mnie przekonać, że powinnam sprzedać dom i podzielić się pieniędzmi. Odmówiłam. Nie zamierzałam nagradzać ich za troskę, której nigdy nie okazali.

Jan nie zostawił im majątku, na jaki liczyli. Zostawił coś znacznie trudniejszego do przyjęcia — prawdę o tym, kim stali się wtedy, gdy najbardziej ich potrzebował.

To też może cię zainteresować: Tajemnicze odkrycie w pobliżu Czarnobyla. Ten maleńki drapieżnik niemal bez przerwy poluje

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Finansowy przełom jest coraz bliżej. Te trzy znaki zodiaku mogą otrzymać wyjątkową szansę