Prokuratura Okręgowa w Warszawie 24 września 2026 roku umorzyła śledztwo, uznając, że zgromadzony materiał nie pozwala pewnie wykazać, że były prezydent składał fałszywe zeznania. Szczególne emocje wywołał fragment uzasadnienia dotyczący umiejętności pisania Wałęsy w latach 70. Decyzję ostro skrytykowali m.in. Sławomir Cenckiewicz i polityk PiS Andrzej Śliwka.
Prokuratura umorzyła postępowanie przeciwko Lechowi Wałęsie
Sprawa dotyczy przesłuchania z 13 kwietnia 2016 roku. Lechowi Wałęsie pokazano wówczas dokumenty odnalezione w domu wdowy po generale Czesławie Kiszczaku. Były to materiały z teczek personalnej i pracy tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Bolek”, zawierające m.in. podpisy „Bolek” i „Lech Wałęsa”.
Były prezydent zaprzeczył, aby sporządził lub podpisał większość pokazanych mu dokumentów. Później przedstawiono mu zarzut składania fałszywych zeznań. Śledztwo prowadził od 2017 roku pion śledczy IPN, a w 2023 roku przejęła je Prokuratura Okręgowa w Warszawie.
W listopadzie 2023 roku do sądu skierowano akt oskarżenia, jednak w czerwcu 2024 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia zwrócił sprawę prokuraturze w celu uzupełnienia postępowania. Ostateczna decyzja zapadła 24 września 2026 roku – śledztwo zostało umorzone.
Kluczowa okazała się ekspertyza pisma
Jednym z najważniejszych dowodów była ekspertyza przygotowana przez Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie.
W 2017 roku IPN przedstawiał jej wyniki jako jednoznaczne. Instytut informował wówczas, że analiza dokumentów i materiału porównawczego wskazała na autentyczność dokumentów oraz autorstwo Wałęsy w odniesieniu do badanych zapisów i podpisów. Na tej ekspertyzie w znacznym stopniu oparto późniejsze postępowanie dotyczące podejrzenia składania fałszywych zeznań.
Obecnie prowadząca sprawę prokurator oceniła jednak tę opinię inaczej.
Według komunikatu Prokuratury Okręgowej w Warszawie biegli porównywali badane dokumenty z materiałami przedstawionymi im jako pochodzące od Wałęsy, ale nie dysponowali tzw. wpływowymi próbkami pisma – czyli tekstami sporządzonymi przez niego na polecenie i w obecności prokuratora lub policjanta. Prokuratura zwróciła też uwagę, że spośród 136 dokumentów wykorzystanych jako materiał porównawczy Wałęsa jednoznacznie potwierdził autorstwo tylko dwóch podpisów.
Prokuratura wskazała na problemy metodologiczne
W uzasadnieniu decyzji znalazło się więcej zastrzeżeń.
Badane rękopisy pochodziły przede wszystkim z lat 70., natomiast duża część materiału porównawczego powstała znacznie później – w latach 80., 90. i w XXI wieku. Prokuratura wskazała również, że długie, czasami wielostronicowe teksty porównywano przede wszystkim z podpisami albo bardzo krótkimi zapisami. Zdaniem prowadzącej postępowanie nie zapewniało to wystarczająco pewnej podstawy do przypisania autorstwa.
Jednocześnie prokuratura przypomniała zeznania funkcjonariuszy SB, według których w latach 80. służby fałszowały materiały dotyczące Wałęsy, aby go skompromitować. W ocenie obecnie prowadzącej sprawę rodziło to dodatkowe wątpliwości dotyczące części późniejszych dokumentów wykorzystanych do porównań.
To stanowisko różni się od wcześniejszej oceny IPN. Instytut w 2017 i 2018 roku przedstawiał ekspertyzę jako spójną i kategoryczną, a w komunikacie z 2019 roku podtrzymywał własne stanowisko dotyczące współpracy Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa w pierwszej połowie lat 70.
Jedno sformułowanie wywołało szczególne emocje
Największą uwagę po publikacji komunikatu przyciągnął jednak inny fragment.
Prokuratura podała, że z zeznań części świadków wynikało, iż Wałęsa nie tworzył w latach 70. długich rękopisów. Niektórzy ze świadków określali go w odniesieniu do tamtego okresu jako „wtórnego analfabetę”, twierdząc, że słabo czytał i rzadko posługiwał się pismem.
Prokuratura wykorzystała te zeznania jako jeden z argumentów przeciwko porównywaniu krótkich podpisów z wielostronicowymi dokumentami. Nie oznacza to, że sama przeprowadzała niezależną ocenę zdolności Wałęsy do czytania czy pisania – komunikat opisuje treść zeznań świadków i ich znaczenie dla oceny ekspertyzy.
Właśnie to sformułowanie natychmiast wywołało ostre reakcje w przestrzeni publicznej.
Sławomir Cenckiewicz ostro zareagował
Sławomir Cenckiewicz skrytykował decyzję prokuratury i sposób wykorzystania zeznań dotyczących umiejętności pisania Wałęsy. W swoim wpisie zwrócił uwagę na to, że opis miał obejmować również okres, gdy Wałęsa stał na czele „Solidarności”, i zakwestionował wiarygodność takiego obrazu byłego prezydenta.
Krytycznie wypowiedział się również poseł PiS Andrzej Śliwka. Zarzucił prokuraturze polityczne podejście do sprawy i przekonywał, że decyzja pomija dowody wskazywane wcześniej przez IPN. Są to oceny polityka dotyczące działania prokuratury, a nie ustalenia sądu.
Odmienne stanowisko przedstawił minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek. Ocenił, że wcześniejsze postępowanie przeciwko Wałęsie ignorowało problemy dowodowe i fakt fałszowania przez SB części dokumentów dotyczących lidera „Solidarności” w latach 80.
Lech Wałęsa skomentował decyzję
Sam Lech Wałęsa przyjął umorzenie postępowania jako potwierdzenie swojego stanowiska, choć stwierdził, że w jego ocenie wyjaśniona została jedynie część sprawy.
Odnosząc się do kontrowersyjnego fragmentu dotyczącego pisania, były prezydent mówił, że po ukończeniu szkoły przez wiele lat niemal nie korzystał z długopisu. Była to jego odpowiedź na dyskusję, która rozpoczęła się po publikacji uzasadnienia prokuratury.
Jest jeszcze drugi powód umorzenia
Analiza ekspertyzy nie była jedyną podstawą decyzji.
Prokuratura uznała również, że nawet w przypadku hipotetycznego przyjęcia, iż część zeznań Wałęsy była nieprawdziwa, należało uwzględnić jego prawo do obrony.
Według prokuratury świadek nie może zostać zmuszony do złożenia zeznań, które mogłyby prowadzić do jego własnej odpowiedzialności karnej. Powołano się przy tym na linię orzeczniczą Sądu Najwyższego dotyczącą zakazu wymuszania faktycznej samooskarżenia.
Oznacza to, że decyzja o umorzeniu nie opiera się wyłącznie na sporze o autentyczność poszczególnych zapisów.
Umorzenie śledztwa nie rozstrzyga całego historycznego sporu
Decyzja z 24 września dotyczy konkretnego postępowania karnego: odpowiedzi na pytanie, czy istnieją wystarczające podstawy do pociągnięcia Lecha Wałęsy do odpowiedzialności za fałszywe zeznania złożone w 2016 roku.
Prokuratura stwierdziła, że takich pewnych podstaw nie ma, a nierozstrzygalne wątpliwości dowodowe muszą zostać rozstrzygnięte na korzyść podejrzanego.
Nie oznacza to jednak, że zniknął historyczny spór dotyczący dokumentacji TW „Bolka”. IPN podtrzymywał wcześniej stanowisko, że materiały z lat 1970–1976 są autentyczne, podczas gdy Wałęsa konsekwentnie zaprzecza, by był tajnym współpracownikiem SB. Obecna prokuratura podważyła natomiast możliwość wykorzystania wcześniejszej ekspertyzy jako wystarczająco pewnego dowodu do skazania go za fałszywe zeznania.
I właśnie ta różnica między wcześniejszą oceną IPN a najnowszą decyzją prokuratury stoi dziś w centrum politycznego i prawnego sporu wokół sprawy Wałęsy.
To też może cię zainteresować: Napięcie wokół szkoły dzieci Meghan i Harry’ego. „To kompletna przesada”
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: GIF natychmiast wycofuje serię leku. W środku znaleziono fragment szkła