Babcia miała na sobie spraną chustę i płaszcz, który pamiętał jeszcze poprzednią epokę. Coś w jej rezygnacji sprawiło, że Marta wyciągnęła z portfela banknot stuzłotowy.

– Proszę, to dla pani – szepnęła, kładąc pieniądze na pomarszczonej dłoni.

W oczach staruszki mignęło niedowierzanie, a potem głęboka, niemal bolesna wdzięczność. Marta poczuła nagły impuls. Zamiast odejść, schowała się za filarem parkingu. Chciała zobaczyć, na co „tacy ludzie” wydają nagły przypływ gotówki. Spodziewała się wszystkiego: leków, drogiego jedzenia, a może – jak podszeptywał jej cyniczny głos w głowie – czegoś mocniejszego.

Babcia powoli, z trudem prostując plecy, weszła do sklepu. Marta ruszyła za nią, zachowując bezpieczny dystans między regałami. Obserwowała, jak staruszka mija dział z pieczywem, mija wędliny, a nawet lodówki z gotowymi daniami.

Zatrzymała się na samym końcu, przy stoisku z artykułami dziecięcymi.

Marta zmrużyła oczy. Babcia z ogromną uwagą zaczęła przeglądać najtańsze bloki rysunkowe i paczki kredek. Wybrała jeden zestaw, najprostszy, i dorzuciła do koszyka małego, pluszowego misia, który był w promocji. Potem podeszła do lady z nabiałem i wzięła dwa serki homogenizowane.

„To wszystko?” pomyślała Marta, czując narastające zmieszanie. „Gdzie chleb? Gdzie masło dla niej samej?”

Kiedy babcia zapłaciła i wyszła ze sklepu, nie skierowała się do blokowisk. Poszła w stronę pobliskiego przystanku autobusowego, a Marta, owładnięta potrzebą poznania finału tej historii, pojechała za nią swoim autem.

Przystanek końcowy znajdował się pod bramą cmentarza.

Marta poczuła, jak jej serce zaczyna bić szybciej. Widziała, jak staruszka idzie alejką aż do sektora dziecięcego. Zatrzymała się przy małym, skromnym grobie z białym krzyżem. Położyła na nim misia, a obok niego otwarty serek i blok z kredkami.

Marta podeszła bliżej, już nie kryjąc swojej obecności. Zobaczyła, że babcia płacze, ale bezgłośnie. Jej usta poruszały się w cichej modlitwie.

– Przepraszam... – zaczęła Marta, stając obok. – Dałam pani te pieniądze, żeby pani kupiła coś dla siebie. Pani jest głodna, widziałam to.

Staruszka odwróciła się powoli. Jej twarz była teraz spokojna, choć mokra od łez.

– Moja córka i wnuczek odeszli rok temu w wypadku – powiedziała cichym, drżącym głosem. – Ja przeżyję o wodzie i suchym chlebie, dziecko. Ale on tak bardzo prosił o te kredki przed tamtym dniem... Ja mu ich nie kupiłam, bo nie miałam z czego. Cały rok o tym myślę. Dzisiaj dzięki tobie mogłam mu je w końcu przynieść. To ja jestem nasycona. Moje serce jest nasycone.

Marta stała na mrozie, patrząc na stuzłotowy banknot, który zamienił się w kolorowe kredki na zimnym marmurze. Zrozumiała, że prawdziwa bieda to nie brak pieniędzy, ale niemożność spełnienia ostatniej obietnicy.

To też może cię zainteresować: Ryszard Rynkowski odpowie przed sądem. Stawką nawet trzy lata więzienia

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Tego leku może zabraknąć do maja. Brak dostępnego zamiennika