Widzowie zapamiętali go przede wszystkim jako komendanta Henryka Wołkołyckiego z popularnej serii „U Pana Boga…”. Artysta zmarł 11 sierpnia 2026 roku po wieloletniej chorobie. Miał 75 lat.
Smutną wiadomość o odejściu Andrzeja Beya-Zaborskiego przekazał Białostocki Teatr Lalek. Aktor był związany z tą instytucją niemal przez całe swoje zawodowe życie. Z komunikatu wynika, że odszedł w nocy po trwającej wiele lat chorobie.
Przedstawiciele teatru złożyli kondolencje rodzinie i najbliższym artysty. Nie ujawniono, na co dokładnie chorował aktor, informuje „Super Express”.
Andrzej Beya-Zaborski zdobył popularność jako komendant Henryk
Dla szerokiej publiczności Andrzej Beya-Zaborski na zawsze pozostanie komendantem policji Henrykiem Wołkołyckim. Bohater serii Jacka Bromskiego był jedną z najbardziej charakterystycznych postaci fikcyjnego Królowego Mostu. Aktor stworzył kreację opartą na oszczędnym humorze, celnych spojrzeniach i naturalnym sposobie mówienia.
Po raz pierwszy zagrał komendanta w filmie „U Pana Boga za piecem” z 1998 roku. Produkcja opowiadała o mieszkańcach niewielkiej podlaskiej miejscowości, których uporządkowane życie zostało niespodziewanie wywrócone do góry nogami.
Rola przyniosła Beya-Zaborskiemu nagrodę za najlepszą drugoplanową rolę męską na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
Aktor powracał do tej postaci w kolejnych częściach: „U Pana Boga w ogródku”, „U Pana Boga za miedzą” oraz „U Pana Boga w Królowym Moście”. Ostatnia z produkcji trafiła do kin w 2024 roku, a następnie doczekała się wersji serialowej. Dzięki temu widzowie mogli ponownie zobaczyć Beya-Zaborskiego w jednej z jego najbardziej rozpoznawalnych ról.
Przez dziesięciolecia był związany z Białostockim Teatrem Lalek
Andrzej Beya-Zaborski urodził się 7 marca 1951 roku w Wałbrzychu. Ukończył Wydział Sztuki Lalkarskiej warszawskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, działający w Białymstoku. Dyplom uzyskał w 1978 roku i wtedy rozpoczął pracę w Białostockim Teatrze Lalek.
Na scenie występował przez kolejne dekady. Nie ograniczał się wyłącznie do aktorstwa – pracował również jako reżyser. W jego teatralnym dorobku znalazły się między innymi przedstawienia „Cyrano de Bergerac”, „Czerwony Kapturek”, „Wielki Teatr świata” i „Niech żyje Punch!”. Szczegóły jego wieloletniej pracy przypomina Białostocki Teatr Lalek.
Artysta podkreślał w wywiadach, że teatr lalek był jego pierwszą wielką zawodową miłością. Pomimo rosnącej popularności w kinie i telewizji nie zdecydował się na przeprowadzkę do Warszawy. Pozostał wierny Białemustokowi i scenie, z którą związał się bezpośrednio po studiach.
Zagrał w wielu znanych polskich filmach
Choć największą rozpoznawalność przyniosła mu seria „U Pana Boga…”, Andrzej Beya-Zaborski stworzył również wiele innych zapamiętanych ról. Pojawił się między innymi w filmach „Kiler-ów 2-óch”, „Dzień świra”, „Kariera Nikosia Dyzmy”, „Wesele”, „Róża”, „Drogówka” oraz „Janosik. Prawdziwa historia”.
W ostatnich latach można było go oglądać w serialu „Wielka woda” oraz filmach „Czarna dama” i „Polowanie”. Zazwyczaj grał bohaterów drugoplanowych, ale dzięki charakterystycznemu głosowi, mimice i poczuciu humoru potrafił skupić na sobie uwagę widzów nawet w krótkich scenach.
W 2005 roku otrzymał Kryształowy Granat dla najzabawniejszego aktora podczas Ogólnopolskiego Festiwalu Filmów Komediowych w Lubomierzu. W 2018 roku uhonorowano go Nagrodą Artystyczną Prezydenta Miasta Białegostoku. Jego dorobek obejmuje około 50 produkcji filmowych i telewizyjnych oraz dziesiątki przedstawień teatralnych.
Odejście Andrzeja Beya-Zaborskiego zamyka ważny rozdział w historii Białostockiego Teatru Lalek oraz uwielbianej przez widzów serii „U Pana Boga…”. Pozostawił po sobie role, które jeszcze przez wiele lat będą przypominały o jego wyjątkowym talencie.
To też może cię zainteresować: On ma 72 lata, a ona 38. Para z 34-letnią różnicą wieku wzięła ślub
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. "Dałem synowi 100 tys. zł w gotówce": To były wszystkie moje oszczędności. Potem trafiłem do domu opieki