Poziom Wisły w Grudziądzu spadł do zaledwie 125 cm i coraz bardziej zbliża się do rekordu ustanowionego ponad trzy dekady temu. Hydrolodzy ostrzegają, że pojedyncze ulewy nie wystarczą, aby poprawić sytuację największej polskiej rzeki.
Wisła w Grudziądzu przypomina rozległą plażę
Widok z brzegu Wisły w Grudziądzu może zaskakiwać. W miejscach, przez które zazwyczaj przepływała woda, pojawiły się szerokie połacie piasku. Rzeka wyraźnie się zwęziła, a miejscami można podejść bardzo blisko jej głównego nurtu.
Materiał pokazujący obecną sytuację przygotował reporter Wirtualnej Polski Mateusz Urban. Według przedstawionych danych stan Wisły na wodowskazie w Grudziądzu wynosił 125 cm. Historyczne minimum dla tego odcinka zostało odnotowane w 1992 roku i wynosi 105 cm. Do wyrównania rekordu brakowało więc tylko 20 cm.
Jeszcze pod koniec lipca wodowskaz w Grudziądzu wskazywał około 154 cm. Oznacza to spadek o blisko 30 cm w ciągu zaledwie kilku tygodni. Zdjęcia i nagrania z miejsca najlepiej pokazują skalę problemu – tam, gdzie powinien znajdować się nurt, pozostały piasek, kamienie oraz fragmenty odsłoniętego dna. Szczegóły i nagranie opublikowała Wirtualna Polska.
Odczyt z wodowskazu nie oznacza głębokości rzeki
Warto podkreślić, że wskazanie 125 cm nie oznacza, iż Wisła w Grudziądzu ma wszędzie dokładnie taką głębokość. Stan wody jest mierzony względem umownego punktu nazywanego zerem wodowskazu. Głębokość koryta może być różna w zależności od miejsca, ukształtowania dna i aktualnego przebiegu nurtu.
Właśnie dlatego odczytów z różnych stacji nie powinno się bezpośrednio porównywać. Każdy wodowskaz ma własny punkt odniesienia, a wartość podawana w centymetrach pokazuje wysokość lustra wody względem tego punktu. Zasady interpretowania takich pomiarów szczegółowo wyjaśniają Wody Polskie i IMGW.
Nie zmienia to jednak faktu, że sytuacja w Grudziądzu jest poważna. Najważniejsze jest porównanie aktualnego odczytu z wcześniejszymi pomiarami wykonanymi na tej samej stacji. Te pokazują szybki spadek poziomu Wisły i zbliżanie się do historycznego minimum.
Warszawski pomiar może wprowadzać w błąd
Bardzo niski stan Wisły odnotowano również w Warszawie. 7 sierpnia stacja Warszawa-Bulwary wskazała 102 cm. Wartość może wydawać się znacznie wyższa od rekordowych kilku centymetrów podawanych w 2025 roku, ale wynika to ze zmiany sposobu prezentowania pomiarów.
Od 1 listopada 2025 roku zero warszawskiego wodowskazu zostało obniżone o 100 cm. Odczyt 102 cm odpowiadałby zatem 2 cm według wcześniejszego punktu odniesienia. Zmiana skali nie zwiększyła ilości wody w rzece. Miała zapobiec pojawianiu się wartości ujemnych w związku z pogłębianiem koryta.
To ważne wyjaśnienie, ponieważ bez uwzględnienia zmiany można odnieść wrażenie, że sytuacja w Warszawie znacząco się poprawiła. W rzeczywistości odnotowany poziom był jeszcze niższy niż podczas rekordowej suszy w 2025 roku.
Gwałtowne ulewy nie kończą suszy hydrologicznej
Tegorocznemu latu towarzyszą burze i intensywne opady, jednak nie zawsze prowadzą one do trwałego podniesienia poziomu rzek. Hydrolog dr Janusz Żelaziński wyjaśnił w rozmowie z WP, że woda z gwałtownej ulewy bardzo szybko spływa po powierzchni. Może chwilowo podnieść poziom Wisły lub jej dopływów, ale efekt zazwyczaj jest krótkotrwały.
Znacznie większe znaczenie mają spokojne i długotrwałe opady, które mogą wsiąkać w glebę oraz zasilać wody podziemne. To właśnie zasoby gruntowe zapewniają rzekom bardziej stabilny dopływ w okresach bezdeszczowych.
Problem pogłębiają zimy z niewielką ilością śniegu. Powoli topniejąca pokrywa śnieżna umożliwia stopniowe przenikanie wody do gruntu. Kiedy śniegu brakuje, a wiosna szybko przynosi wysokie temperatury, naturalne zasoby wodne nie zostają dostatecznie odbudowane.
Susza obejmuje coraz większą część Polski
Niski poziom Wisły nie jest odosobnionym przypadkiem. Na początku lipca obowiązywały ostrzeżenia przed suszą hydrologiczną dla 64 zlewni. Obejmowały one między innymi fragmenty Wisły i Odry, a także zlewnie Noteci, Warty, Pilicy oraz Bugu – informowały Wody Polskie.
Długotrwała susza może wpływać na warunki żeglugi, funkcjonowanie ekosystemów, rolnictwo oraz gospodarkę. Przy bardzo niskich stanach wody pogarszają się warunki życia ryb i innych organizmów, a nagrzewająca się szybciej płytka woda zawiera mniej tlenu.
Według hydrologa odbudowanie zasobów może wymagać nie jednego deszczowego tygodnia, lecz dwóch lub trzech śnieżnych zim połączonych z powolnymi roztopami. Sytuacja Wisły w Grudziądzu jest więc nie tylko efektem letnich upałów. To widoczny rezultat długotrwałego niedoboru wody, którego nie da się odwrócić pojedynczą nawałnicą.
Wideo można zobaczyć tu
To też może cię zainteresować: Przerażające nagranie z nawałnicy obiegło sieć. Ma już ponad 500 tys. wyświetleń
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Polacy ocenili rząd Donalda Tuska. Ten wynik może zaniepokoić koalicję