Od miesięcy narzekał na kręgosłup, źle spał i coraz rzadziej wychodził z domu. Kiedy dostał skierowanie do Kołobrzegu, marudził, że nie chce jechać sam.

Spakowałam mu walizkę, kupiłam nowy szlafrok i przygotowałam leki w podpisanych pudełkach. Do bocznej kieszeni wsunęłam kopertę z pieniędzmi.

— Odpocznij i wróć do mnie w lepszej formie — powiedziałam na dworcu.

Przez pierwsze dni dzwonił codziennie. Opowiadał o zabiegach, spacerach i niesmacznych kolacjach. Później rozmowy stawały się coraz krótsze. Twierdził, że jest zmęczony albo właśnie idzie na inhalację.

Pewnego wieczoru zadzwoniłam około dwudziestej pierwszej. W tle słyszałam muzykę i śmiechy.

— Gdzie jesteś? — zapytałam.

— W pokoju. Ktoś urządził imprezę piętro niżej.

Rozmawialiśmy niespełna minutę. Roman powiedział, że wcześnie rano ma zabieg i musi się położyć.

— Dobranoc, Helenko — rzucił.

Myślał, że zakończył połączenie, ale telefon nadal działał.

Najpierw usłyszałam szelest, później kobiecy śmiech.

— Szybko się z nią uwinąłeś — powiedziała kobieta.

— Helena nie jest wymagająca. Wystarczy powiedzieć, że jestem zmęczony, a od razu daje mi spokój.

Zamarłam z telefonem przy uchu.

Kobieta zapytała, czy po powrocie naprawdę zamierza „załatwić sprawę”. Roman odpowiedział:

— Nie od razu. Najpierw muszę spokojnie przenieść swoją część oszczędności. Potem powiem jej, że chcę się wyprowadzić.

— A jeśli zacznie płakać?

Mój mąż roześmiał się.

— Ona całe życie tylko gotuje, sprząta i czeka na mnie w domu. Dokąd miałaby pójść? Trochę popłacze, a później się przyzwyczai.

Każde słowo wbijało się we mnie jak igła. Przez czterdzieści lat byłam przy nim, gdy stracił pracę, chorował i opiekował się rodzicami. Pracowałam po godzinach, żebyśmy spłacili mieszkanie. Po jego operacji przez trzy miesiące pomagałam mu się ubierać.

Dla niego byłam jedynie kobietą, która nie ma dokąd pójść.

— Przy tobie czuję, że jeszcze żyję — powiedział tamtej kobiecie. — Z Heleną jestem już tylko z przyzwyczajenia.

Usłyszałam odgłos pocałunku i przerwałam połączenie.

Do rana siedziałam w kuchni. Nie płakałam. Przeglądałam historię naszego konta. Odkryłam regularne wypłaty gotówki, rachunki z restauracji i dwa weekendowe pobyty w hotelu. Sanatoryjna znajomość nie była więc przypadkowym zauroczeniem. Roman znał tę kobietę wcześniej.

Następnego dnia zadzwonił jak zwykle.

— Jak się czujesz? — zapytałam.

— Słabo. Chyba przesadziłem z zabiegami.

Kłamał tak spokojnie, że aż zrobiło mi się niedobrze.

— Odpoczywaj — odpowiedziałam. — Nie będę ci przeszkadzać.

Umówiłam się z prawniczką i sprawdziłam dokumenty dotyczące mieszkania oraz oszczędności. Założyłam własne konto, na które przekierowałam emeryturę. Nie zabrałam wspólnych pieniędzy. Zabezpieczyłam jedynie to, co należało do mnie, zanim Roman zdążył spełnić swój plan.

Kilka dni później pojechałam do Kołobrzegu. Nie uprzedziłam męża.

Wieczorem weszłam do sanatoryjnej kawiarni. Roman tańczył z elegancką blondynką. Trzymał ją tak blisko, jak mnie nie trzymał od wielu lat. Na stoliku leżał bukiet czerwonych róż.

Podeszłam, gdy skończyła się piosenka.

— Mam nadzieję, że kręgosłup już nie boli — powiedziałam.

Roman pobladł. Kobieta odsunęła się od niego.

— Helena? Co ty tutaj robisz?

— Przyjechałam podziękować ci za szczerą rozmowę. Szkoda tylko, że nie wiedziałeś, że nadal jestem na linii.

Blondynka spojrzała na niego.

— Mówiłeś, że żona wie o wszystkim.

— Grażyna, daj mi to wyjaśnić.

Wtedy zrozumiałam, że okłamywał nas obie. Mnie mówił o zabiegach i zmęczeniu. Jej opowiadał, że od dawna żyjemy osobno i czekamy tylko na formalności.

Zdjęłam obrączkę i położyłam obok róż.

— Teraz możesz powiedzieć, że naprawdę wiem.

Roman wrócił do domu tydzień później. Grażyna zakończyła znajomość, gdy odkryła, że nie ma własnego mieszkania ani oszczędności, którymi mógłby swobodnie dysponować.

Mąż tłumaczył, że to był niewinny flirt. Twierdził, że w sanatorium człowiek traci rozsądek, a słowa wypowiedziane przy winie nic nie znaczą.

— Przecież wróciłem do ciebie — powiedział.

— Nie wróciłeś do mnie. Wróciłeś, bo ona już cię nie chciała.

W przedpokoju czekały jego walizki. Te same, które kilka tygodni wcześniej spakowałam z troską.

Roman nie mógł uwierzyć, że naprawdę każę mu odejść. Przypomniał mi nasz wiek, wspólne lata i to, że trudno zaczynać od nowa.

— Sam mówiłeś, że nie mam dokąd pójść — odpowiedziałam. — Pomyliłeś się. Nie muszę nigdzie odchodzić, żeby przestać na ciebie czekać.

Przez czterdzieści lat sądziłam, że najgorsza jest zdrada. Myliłam się. Najbardziej bolało mnie to, jak łatwo człowiek, któremu oddałam życie, sprowadził mnie do ugotowanego obiadu i wyprasowanej koszuli.

Roman zapomniał wyłączyć telefon.

Dzięki temu ja wreszcie przestałam wyłączać własny rozsądek.

To też może cię zainteresować: Z życia wzięte. Mama przez lata przysyłała nam pieniądze. Wściekłam się, gdy oznajmiła, że od teraz nie dostaniemy ani złotówki

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Pierwsze prognozy na 1 listopada już są. Wszystkich Świętych może zaskoczyć pogodą