Powodem było kilkukrotne niestawienie się byłej premier na przesłuchanie w charakterze świadka. Decyzja nie jest prawomocna i może zostać zaskarżona do sądu.
Informację o nałożeniu kary przekazała prokurator Dorota Sokołowska-Mach, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie. Jak wyjaśniła, terminy przesłuchania Beaty Szydło wyznaczano kilka razy między majem a lipcem 2026 roku.
Przy ustalaniu kolejnych dat prokurator miał brać pod uwagę obowiązki polityczki związane z pracą w Parlamencie Europejskim. Terminy wybierano w taki sposób, aby nie pokrywały się z zaplanowanymi posiedzeniami plenarnymi ani pracami komisji europarlamentu.
Beata Szydło ma zapłacić 3 tys. zł
Nałożone 3 tys. zł to najwyższa kara finansowa, jaką w tej sytuacji przewiduje Kodeks postępowania karnego. Nie jest to jednak mandat za wykroczenie ani wyrok stwierdzający popełnienie przestępstwa. Chodzi o karę porządkową nakładaną na uczestnika postępowania.
Zgodnie z artykułem 285 Kodeksu postępowania karnego świadek, biegły, tłumacz lub specjalista, który bez odpowiedniego usprawiedliwienia nie pojawi się na wezwanie, może zostać ukarany kwotą do 3 tys. zł. Podobna sankcja może zostać zastosowana wobec osoby, która bez zezwolenia opuści miejsce prowadzenia czynności przed jej zakończeniem.
Jak podaje „Rzeczpospolita”, postanowienie w sprawie Beaty Szydło nie jest prawomocne. Była premier może wnieść zażalenie, które zostanie rozpatrzone przez sąd.
Sama kara nie oznacza również, że Beata Szydło jest podejrzaną w prowadzonym śledztwie. Była premier została wezwana w charakterze świadka. Jej przesłuchanie ma pomóc śledczym w wyjaśnieniu okoliczności finansowania głośnej kampanii z 2017 roku.
Kilka terminów przesłuchania
Pierwszy szeroko opisywany termin przesłuchania wyznaczono na 7 maja. Beata Szydło nie pojawiła się wówczas w Prokuraturze Regionalnej w Rzeszowie. Prokurator czekał na nią przez ponad godzinę.
Rzeczniczka prokuratury informowała wtedy, że wezwanie zostało prawidłowo doręczone, a nieobecność nie została usprawiedliwiona. Śledczy zapowiedzieli wyznaczenie kolejnej daty. Obecny komunikat wskazuje, że prób przesłuchania było więcej, a terminy ustalano również w czerwcu i lipcu.
Prokuratura zdecydowała się ostatecznie zastosować maksymalną karę porządkową. Nie podano jeszcze, czy była premier zamierza złożyć zażalenie na postanowienie.
Śledztwo dotyczy kampanii „Sprawiedliwe Sądy”
Postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Regionalną w Rzeszowie dotyczy podejrzenia nadużycia uprawnień oraz niedopełnienia obowiązków przez członków zarządu Polskiej Fundacji Narodowej. Śledczy badają sposób sfinansowania kampanii „Sprawiedliwe Sądy”, prowadzonej w 2017 roku.
Według prokuratury działania związane z kampanią mogły spowodować w majątku fundacji szkodę wynoszącą co najmniej 8,4 mln zł. PFN została utworzona przez 17 spółek z udziałem Skarbu Państwa. Jej oficjalnymi zadaniami miały być między innymi promocja Polski za granicą, ochrona dobrego imienia kraju oraz wspieranie rodzimej gospodarki.
Kampania „Sprawiedliwe Sądy” obejmowała billboardy ustawiane w polskich miastach, spoty telewizyjne oraz specjalne strony internetowe. Oficjalnie miała informować obywateli o planowanych zmianach w wymiarze sprawiedliwości. Przeciwnicy ówczesnego rządu oceniali jednak, że akcja miała charakter polityczny i służyła uderzaniu w środowisko sędziowskie.
W sprawie pojawiły się już zarzuty
W lipcu zarzuty w związku z finansowaniem kampanii usłyszeli były członek zarządu Polskiej Fundacji Narodowej Maciej Ś. oraz były prezes fundacji Cezary J. Śledczy podejrzewają ich również o nielegalne finansowanie partii politycznych – Prawa i Sprawiedliwości oraz Solidarnej Polski. Obaj mężczyźni nie przyznali się do zarzucanych im czynów.
Do śledztwa dołączono także materiały z wcześniejszego postępowania prowadzonego w Warszawie. Dotyczyło ono możliwości przekroczenia uprawnień przez ówczesną premier poprzez zlecenie Polskiej Fundacji Narodowej realizacji programu związanego z reformą sądownictwa.
Nałożenie kary porządkowej na Beatę Szydło nie przesądza o jej odpowiedzialności w tej sprawie. Polityczka nadal występuje jako świadek, a postanowienie o zapłacie 3 tys. zł może zostać podważone przed sądem.
To też może cię zainteresować: Kierowca z wypadku Łukasza Litewki przerwał milczenie. "Żyję z piętnem zabójcy"
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: "Zarezerwował" grzyba w lesie. Pan Piotr wrócił po kilku dniach i nie krył zdziwienia