Piotr Hancke pokonał trasę liczącą około 660 kilometrów w niespełna 52 godziny, a podczas przejazdu internauci wpłacali pieniądze na leczenie dzieci chorujących na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Pierwszym celem była zbiórka dla 8-letniego Maksa Tockiego. Po jej zakończeniu głos zabrała mama chłopca.

Mama Maksa nie ukrywała emocji

Po osiągnięciu celu mama Maksa opublikowała w mediach społecznościowych poruszające nagranie. Już pierwsze słowa pokazały, jak ogromne emocje towarzyszyły rodzinie. Kobieta przyznała, że jej „serce jest tak pełne wdzięczności”, a zwykłe podziękowania wydają się zbyt małe wobec tego, co wydarzyło się dzięki internautom.

Dla rodziny Maksa zbiórka była walką o coś znacznie większego niż pieniądze. Chodziło o szansę na leczenie, które jeszcze niedawno wydawało się poza zasięgiem. Mama chłopca podkreśliła, że udało się zebrać kwotę potrzebną na terapię, która może dać Maksowi nadzieję na przyszłość.

„Udało się” — te słowa znaczą dla rodziny wszystko

Najmocniej wybrzmiały krótkie słowa: „Udało się”. Właśnie na nie czekała rodzina, która przez długi czas walczyła o każdy przelew, każde udostępnienie i każde nagłośnienie historii Maksa.

Mama chłopca dziękowała wszystkim, którzy pomogli. Wspomniała osoby wpłacające nawet najmniejsze kwoty, tych, którzy udostępniali zbiórkę, mówili o niej dalej, modlili się i trzymali kciuki. Z jej słów wynikało, że każda osoba dołożyła swoją cegiełkę do tej historii.

Szczególne słowa skierowała do Łatwoganga

W nagraniu nie zabrakło bezpośredniego podziękowania dla Piotra Hanckego. Mama Maksa zwróciła się do niego jako do człowieka, który podjął się niezwykłego wysiłku i poruszył tysiące osób. Powiedziała krótko: „Dałeś nam nadzieję”.

Te słowa pokazują, jak rodzina odebrała całą akcję. Dla widzów była to transmisja, rowerowa trasa i rosnący licznik. Dla rodziców Maksa — moment, w którym niemożliwa do zebrania kwota nagle stała się realna.

Maks jeszcze nie wiedział, że cel został osiągnięty

Szczególnie poruszający był fragment dotyczący samego chłopca. Mama Maksa zdradziła, że syn jeszcze spał i nie wiedział, że zbiórka zakończyła się sukcesem. Wcześniej miał jednak pytać, czy ludzie muszą martwić się o Piotrka i o to, czy akcja się uda.

Ten obraz mocno poruszył internautów. Pokazał, że za wielką akcją, milionowymi kwotami i medialnym zainteresowaniem stoi dziecko, które czeka na szansę leczenia.

Po Maksie pomoc ruszyła dalej

Po zebraniu pieniędzy dla Maksa akcja nie została zatrzymana. W trakcie tej samej wyprawy wsparcie przekierowano na kolejne dzieci chorujące na DMD. Najpierw pomoc trafiła do Adasia, dla którego zebrano 3,5 mln zł, a następnie rozpoczęto zbiórkę dla Wojtusia.

To sprawiło, że przejazd Łatwoganga zamienił się w łańcuch pomocy. Jedna historia uruchomiła kolejne, a tysiące osób nadal wpłacały pieniądze, mimo że pierwszy cel został już osiągnięty.

Jedna trasa dała nadzieję wielu rodzinom

Słowa mamy Maksa najlepiej pokazują, czym naprawdę była ta akcja. Nie chodziło tylko o pokonane kilometry ani o internetowy rekord. Najważniejsze były dzieci, które dzięki zaangażowaniu obcych ludzi dostały szansę na leczenie.

Łatwogang zakończył trasę, ale jej skutki będą odczuwalne jeszcze długo. Maks otrzymał wsparcie, na które czekała jego rodzina, a kolejne zbiórki pokazały, że fala pomocy nie zatrzymała się na jednym dziecku.

To też może cię zainteresować: Z życia wzięte. "Mój syn chce ożenić się z kobietą starszą od siebie o 12 lat": Mam z tym ogromny problem

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. "Babcia męża chciała przepisać nam mieszkanie, ale postawiła jeden warunek": Byliśmy oburzeni