Po latach wynajmowania małych, dusznych kawalerek w końcu znaleźliśmy coś większego. Stare, ale przestronne mieszkanie na drugim piętrze kamienicy. Drewniane podłogi skrzypiały przy każdym kroku, a okna wychodziły na cichy dziedziniec.

— W końcu będziemy mieć trochę spokoju — powiedziała moja żona, Magda, rozpakowując kartony.

Pierwsze dni minęły spokojnie.

Do czasu, aż poznaliśmy naszą sąsiadkę.

Pani Halina mieszkała na parterze i najwyraźniej uważała się za nieoficjalnego zarządcę całego budynku. Była drobną, energiczną kobietą po sześćdziesiątce, która wiedziała wszystko o wszystkich.

Pierwszy raz zatrzymała Magdę na klatce schodowej.

— Pani nowa, prawda? — zapytała, mierząc ją wzrokiem od stóp do głów.

— Tak, wprowadziliśmy się wczoraj.

Pani Halina skinęła głową.

— No to dobrze się składa. W tym tygodniu pani myje klatkę.

Magda spojrzała na nią zdziwiona.

— Słucham?

— Każde mieszkanie ma swój tydzień. Taka u nas zasada od lat — powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Magda wróciła do mieszkania i opowiedziała mi wszystko.

— Może tak tu jest naprawdę? — zastanawiała się.

Ale coś mi w tym nie pasowało.

Następnego dnia spotkałem sąsiada z trzeciego piętra.

— Pan myje klatkę schodową? — zapytałem.

Mężczyzna parsknął śmiechem.

— Ja? Nigdy w życiu.

— Ale pani Halina powiedziała…

— Ona dużo mówi — przerwał mi. — Lubi rządzić.

Wieczorem Magda wróciła z pracy zmęczona.

W drzwiach stała pani Halina z wiadrem i mopem.

— No i co? Klatka sama się nie umyje.

Magda spojrzała na nią zaskoczona.

— Ale… ja pracuję do późna.

— Wszyscy pracują — ucięła sąsiadka. — Trzeba mieć obowiązki.

Magda zaczerwieniła się i wzięła mop.

Stałem w drzwiach mieszkania i patrzyłem na to z rosnącą złością.

Moja żona szorowała schody, a pani Halina stała obok z założonymi rękami, jak nadzorca.

— Dokładniej przy poręczy — rzuciła. — Tam się zbiera kurz.

Wtedy coś we mnie pękło.

Wyszedłem na klatkę.

— Proszę pani — powiedziałem spokojnie — moja żona nie będzie myła tej klatki.

Pani Halina spojrzała na mnie lodowato.

— Tu są zasady.

— A kto je ustalił?

— My, mieszkańcy.

Spojrzałem na nią uważnie.

— To ciekawe, bo sąsiad z trzeciego piętra mówił, że nigdy nie mył schodów.

Na jej twarzy pojawił się cień irytacji.

— Bo młodzi ludzie zawsze chcą się wymigać od obowiązków.

Magda odłożyła mop.

— Ja naprawdę nie wiedziałam…

— Już pani wie — powiedziałem.

Wziąłem wiadro z rąk pani Haliny i odstawiłem je pod ścianę.

— Jeśli ktoś będzie mył tę klatkę, to wszyscy po równo.

Przez chwilę na klatce panowała cisza.

Pani Halina patrzyła na mnie tak, jakby nikt nigdy wcześniej jej się nie sprzeciwił.

I wtedy zrozumiałem coś bardzo prostego.

Niektórzy ludzie nie szukają porządku.

Szukają kogoś, kim mogą rządzić.

To też może cię zainteresować: Nowe ustalenia w sprawie Magdaleny Majtyki. Są wstępne wyniki sekcji zwłok

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. "Proszę dać mi trochę chleba. Jestem głodna, mój brat też. Babcia już nas nie poznaje" – powiedziała mała dziewczynka