Kobieta doświadczyła śmierci klinicznej i przeżyć określanych jako NDE (near-death experience), czyli doświadczenie bliskie śmierci. To, co zobaczyła i poczuła, sprawiło, że dziś zupełnie inaczej patrzy na codzienność.
Czym jest śmierć kliniczna i NDE?
Śmierć kliniczna to stan zatrzymania krążenia oraz ustania podstawowych funkcji życiowych. Bez natychmiastowej interwencji medycznej prowadzi do trwałego uszkodzenia mózgu i zgonu. Dzięki nowoczesnym technikom resuscytacji część pacjentów wraca jednak do życia.
Wielu z nich opisuje później podobne doświadczenia: widok intensywnego światła, tunelu, poczucie oddzielenia od ciała czy spotkanie z bliskimi, którzy już odeszli. Zjawisko to określane jest jako NDE i od lat budzi zainteresowanie lekarzy, psychologów oraz badaczy duchowości.
Zwykły dzień, który zamienił się w dramat
W 2018 roku Julia Evans rozpoczęła dzień jak zwykle – od porannego treningu i dyżuru w szpitalu. Wiedziała, że jest silnie uczulona na lilie, dlatego gdy zauważyła kwiaty w pobliżu, chciała opuścić pomieszczenie. Zanim zdążyła zareagować, zaczęła mieć poważne problemy z oddychaniem.
Koleżanki z pracy usunęły alergeny i podały jej leki. Doszło jednak do wstrząsu anafilaktycznego. W krytycznym momencie podano adrenalinę domięśniowo, co – jak później wspominała – stało się punktem zwrotnym całego zdarzenia.
W jednym z wywiadów opowiadała, że poczuła nagły błysk i wrażenie, jakby jej świat znikał. Opisywała to jako moment zawieszenia pomiędzy „byciem tutaj” a „byciem gdzie indziej”.
Tunel, światło i głos zmarłej matki
Relacja Julii zawiera elementy typowe dla doświadczeń NDE. Kobieta twierdzi, że widziała głęboką ciemność, a następnie światło, które dawało jej poczucie absolutnego spokoju. Miała wrażenie, że opuszcza swoje ciało i obserwuje z góry zespół medyczny próbujący ją reanimować.
Słyszała rozmowy lekarzy, a jednocześnie odczuwała niezwykłe ukojenie. Wspominała także moment, w którym usłyszała głos swojej zmarłej matki. Według niej przyniósł jej on poczucie bezpieczeństwa i pewność, że nie jest sama.
W jej wizji pojawił się również tunel oraz postać, którą utożsamiła z Jezusem. To doświadczenie określiła jako głęboko duchowe i przełomowe.
Powrót do życia i zmiana perspektywy
Julia odzyskała przytomność na oddziale intensywnej terapii. Dla lekarzy był to sukces medyczny. Dla niej – początek nowego etapu.
Po powrocie do zdrowia zaczęła z większą uważnością podchodzić do relacji z innymi ludźmi i codziennych wyborów. Podkreśla, że doświadczenie śmierci klinicznej sprawiło, iż przestała odkładać ważne sprawy na później i bardziej świadomie zarządza swoim czasem.
Swoje przeżycia opisała w książce „The Lily Nurse: Rebooted / Re-birthed and Finding a New Path”. Publikacja stała się dla niej sposobem na podzielenie się refleksjami o życiu, śmierci i granicy między medycyną a duchowością.
Medycyna a duchowe doświadczenie
Historie takie jak ta Julii Evans wciąż budzą pytania. Czy wizje podczas śmierci klinicznej są efektem procesów neurologicznych w mózgu, czy czymś więcej? Naukowcy wskazują na zmiany biochemiczne i niedotlenienie mózgu jako możliwe wyjaśnienia. Osoby, które przeżyły NDE, często jednak podkreślają, że było to najbardziej realne doświadczenie w ich życiu.
Dla Julii odpowiedź ma wymiar osobisty. Niezależnie od interpretacji naukowych, to, co przeżyła, zmieniło ją na zawsze. Z pielęgniarki, która ratowała innych, stała się także pacjentką, która stanęła na granicy życia i śmierci.
Dziś mówi o tym otwarcie – nie po to, by wywoływać sensację, lecz by pokazać, jak kruche potrafi być życie i jak wiele może zmienić jedna chwila.
To też może cię zainteresować: Rodzinny sekret Pawła Królikowskiego ujawniony. Chodzi o nieślubnego syna
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. "Mój mąż niszczył moje życie krok po kroku": Córeczka uratowała mnie w ostatniej chwili