W pokoju hotelowym było cicho, zbyt cicho jak na dzień, który miał zmienić wszystko. Siedział na brzegu łóżka i przez chwilę patrzył w podłogę, próbując złapać oddech. Powtarzał sobie, że to dobra decyzja. Przemyślana. Ostateczna.

Przeszłość została za nim. Tak sobie mówił.

W łazience golił się uważnie, jakby precyzja mogła zagłuszyć niepokój. Potem koszula, spinki, spodnie. Każdy ruch wykonywał mechanicznie, według planu, który znał na pamięć. Kiedy sięgnął po marynarkę, poczuł pod palcami coś, czego nie powinno tam być.

Papier.

Zamarł. Przez sekundę pomyślał, że to metka, zapomniany paragon, cokolwiek zwyczajnego. Wsunął dłoń do wewnętrznej kieszeni i wyciągnął złożoną kartkę. Starannie złożoną. Zbyt starannie.

Serce uderzyło mu mocniej, zanim jeszcze zobaczył pismo.

Znał je doskonale.

Usiadł na łóżku, marynarka zsunęła się na podłogę. Przez chwilę tylko trzymał list w rękach, jakby był gorący. Jakby mógł go poparzyć. Minęły lata, odkąd widział te litery. A jednak rozpoznał je natychmiast. Tak pisała tylko ona. Była żona. Kobieta, z którą kiedyś dzielił życie, dom, ciszę po kłótniach i poranki, w których wszystko wydawało się możliwe.

Nie pamiętał, kiedy ostatni raz ją widział. Pamiętał tylko koniec. Zbyt dużo milczenia. Zbyt mało odwagi. Oboje odchodzili przekonani, że tak będzie lepiej.

Rozłożył kartkę.

Nie było w niej wyrzutów. Ani błagań. Ani wielkich słów. Była prosta. Krótka. Taka, jaką ona zawsze potrafiła być w najważniejszych momentach.

„Jeśli to czytasz, znaczy, że znalazłeś list w dniu swojego ślubu. Nie wiem, czy wciąż go tam nosisz przypadkiem, czy z przyzwyczajenia. Ja nosiłam cię długo. Za długo.
Nie piszę, żeby cię zatrzymać. Piszę, żebyś wiedział jedno: kochałam cię wtedy, kiedy nie umieliśmy już ze sobą rozmawiać. I kocham tamtą wersję ciebie do dziś.
Jeśli dziś stoisz przed ołtarzem spokojny, idź. Jeśli choć przez chwilę się zawahasz, bądź uczciwy. Nie wobec mnie. Wobec niej. I wobec siebie.”

Pod spodem tylko imię. Bez daty. Bez podpisów. Jakby ten list czekał dokładnie na ten moment.

Zamknął oczy. W głowie zobaczył ją sprzed lat, siedzącą przy stole, z dłonią opartą o kubek herbaty, z tym spojrzeniem, które zawsze mówiło więcej niż słowa. Przypomniał sobie, jak często mylił spokój z obojętnością. Jak odchodził, wierząc, że miłość powinna być głośniejsza, łatwiejsza, mniej wymagająca.

Spojrzał na zegarek. Zostało niewiele czasu.

Na stoliku leżał telefon z wiadomościami od przyszłej żony. Krótkie. Pełne radości. Gotowa. Czekam. Kocham.

Wstał i podszedł do lustra. Zobaczył w nim mężczyznę ubranego na ślub, z twarzą kogoś, kto właśnie dostał pytanie, na które nie da się odpowiedzieć półprawdą. Przez lata uciekał od takich pytań. Od rozmów, które mogły coś uratować albo coś zakończyć wcześniej.

List zadrżał mu w dłoni.

Zrozumiał, że to nie była wiadomość z przeszłości. To było lustro. Ostatnie. Dane mu w chwili, w której nie można już udawać, że się nie widzi.

Złożył kartkę powoli i schował ją z powrotem do kieszeni marynarki. Nie wiedział jeszcze, co zrobi. Wiedział tylko jedno.

Ten dzień już nigdy nie będzie tylko dniem ślubu. Będzie dniem, w którym przeszłość i przyszłość spotkały się w jednej kieszeni, a on musiał zdecydować, czy idzie do ołtarza z sercem gotowym na prawdę, czy tylko z dobrze zapiętą marynarką.

To też może cię zainteresować: Koniec pecha coraz bliżej. 3 znaki zodiaku odetchną z ulgą pod koniec stycznia

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. "Bardzo kocham moją mamę, ale jej decyzja jest poza wszelkim rozsądkiem": Moja 55 letnia matka postanowiła wyjść za mąż