Od lat pracowałam jako wolontariuszka, pomagałam potrzebującym, karmiłam tych, których inni omijali szerokim łukiem. On zawsze patrzył na to z pogardą. Sądziłam, że to tylko różnica charakterów, że jego chłód da się z czasem oswoić. Nie wiedziałam, że w jego sercu rodzi się coś o wiele gorszego – nienawiść do mnie i miłość do kogoś innego.
Wróciłam pewnego dnia do domu i zamarłam. W salonie siedziała młoda kobieta – ciężarna, wyraźnie skrępowana, ale jednocześnie z dziwnym poczuciem pewności siebie. Mój mąż objął ją ramieniem i spojrzał na mnie z chłodem, którego nigdy wcześniej nie znałam.
– To moja kobieta – powiedział. – Tu jest jej miejsce. Ty już nie jesteś mi potrzebna.
Patrzyłam na niego jak na obcego człowieka. Człowieka, z którym przeżyłam lata, który obiecywał mi miłość na zawsze. A teraz, w jednej chwili, sprowadził mnie do nikogo.
– Leczysz bezdomnych, to i żyj z nimi – rzucił, otwierając drzwi. – Może oni ci podziękują.
Nie krzyczałam. Nie płakałam. Po prostu wyszłam – z torebką w ręku i sercem rozdartym na milion kawałków. Czułam się, jakbym straciła wszystko: dom, miłość, godność.
Dziś mieszkam u znajomej, próbuję posklejać życie na nowo. Ale nocami wraca do mnie obraz tamtej sceny – mąż, który wybrał inną, i ja, wyrzucona jak zużyty mebel.
Najgorsze jest pytanie, które nie daje mi spokoju: czy warto było poświęcać siebie dla innych, skoro własny mąż potraktował mnie gorzej niż tych, którym starałam się pomagać?
To też może cię zainteresować: Z życia wzięte. "Odeszłam do kochanka, zostawiając rodzinę": Dziś zostałam sama z poczuciem winy
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Konferencja Igi Świątek przerodziła się w skandal. Tenisistka nie wytrzymała