W Sosnowcu życie straciła półroczna dziewczynka – Madzia. Zginęła w miejscu, które miało być dla niej najbezpieczniejsze. Sprawczynią była jej matka, Katarzyna W., która po zabójstwie przez wiele dni odgrywała rolę zrozpaczonej ofiary porwania.

Ta historia poruszyła cały kraj nie tylko ze względu na okrucieństwo czynu, ale także skalę manipulacji, jakiej dopuściła się sprawczyni.

Dziecko, które miało przeżyć – i matka, która nie chciała nim być

Mała Magdalena przyszła na świat 15 lipca 2011 roku jako wcześniak. Jej pierwsze tygodnie życia były walką o przetrwanie. Stan dziewczynki był na tyle poważny, że ojciec – w obawie o jej życie – udzielił jej chrztu w domu, zgodnie z dopuszczalną przez Kościół procedurą w nagłych przypadkach. Z czasem sytuacja zdrowotna Madzi się ustabilizowała, a zagrożenie minęło.

Z zewnątrz wszystko zaczynało wyglądać normalnie. Dziecko rozwijało się prawidłowo, a młodzi rodzice sprawiali wrażenie, że zaakceptowali nową rolę. Jak później ustalono, była to jedynie fasada.

24 stycznia 2012 roku – zbrodnia w czterech ścianach

Wieczorem 24 stycznia 2012 roku w mieszkaniu przy ulicy Floriańskiej w sosnowieckiej dzielnicy Pogoń była tylko matka i dziecko. To wtedy Katarzyna W. zamordowała swoją córkę. Najpierw próbowała upozorować nieszczęśliwy wypadek, a gdy to nie przyniosło skutku, udusiła niemowlę.

Śledczy i biegli nie mieli później wątpliwości co do mechanizmu śmierci. Było to gwałtowne uduszenie, a wersja o przypadkowym upadku została jednoznacznie wykluczona.

Perfekcyjnie zaplanowana mistyfikacja

Po zabójstwie Katarzyna W. przystąpiła do realizacji scenariusza, który przez kilka dni paraliżował emocjonalnie całą Polskę. Ciało dziecka ukryła w ruinach kolejowego budynku w rejonie parku przy ulicy Żeromskiego. Następnie upozorowała napad, twierdząc, że została uderzona w głowę, a jej dziecko porwane z wózka.

Historia była spójna, a drobne obrażenie głowy potwierdził lekarz. Następnego dnia sprawa zdominowała media. Katarzyna W. wraz z mężem występowali publicznie, apelując o zwrot dziecka. Społeczeństwo masowo angażowało się w poszukiwania, wierząc w dramat młodych rodziców.

Detektyw, który przerwał grę pozorów

Do Sosnowca szybko przyjechał Krzysztof Rutkowski, który aktywnie włączył się w poszukiwania. W trakcie działań rekonstrukcyjnych i rozmów z matką dziecka doszło do przełomu. Podczas prowokacji Katarzyna W. przyznała, że Madzia nie żyje, próbując jednak przedstawić śmierć jako nieszczęśliwy wypadek.

Ostatecznie, już po przejęciu sprawy przez policję i prokuraturę, wskazała prawdziwe miejsce ukrycia zwłok. Kluczowe okazały się warunki pogodowe – gwałtowny spadek temperatury w nocy po zbrodni sprawił, że ciało było dobrze zachowane, co umożliwiło jednoznaczne ustalenie przyczyny śmierci.

Wyrok i pamięć

Katarzyna W. została prawomocnie skazana na 25 lat pozbawienia wolności. O możliwość warunkowego zwolnienia może ubiegać się po odbyciu 20 lat kary. Do dziś nie przyznała się do winy.

Mała Madzia spoczywa w rodzinnym grobie na cmentarzu przy ulicy Smutnej w Sosnowiec. Co roku, w rocznicę jej śmierci, sprawa wraca w przestrzeni publicznej jako symbol dramatu dziecka, które stało się ofiarą nie tylko przemocy, ale i bezprecedensowego kłamstwa.

Sprawa, która zmieniła społeczną wrażliwość

Tragedia z Sosnowca pozostawiła trwały ślad w debacie publicznej. Wpłynęła na sposób relacjonowania spraw kryminalnych, podejście do medialnych apeli oraz ocenę emocjonalnych wystąpień domniemanych ofiar. Dla wielu była bolesną lekcją, że nawet najbardziej poruszające historie wymagają weryfikacji.

14 lat później ta sprawa nadal budzi emocje – nie sensacyjne, lecz refleksyjne. I pozostaje jedną z tych, o których Polska nie zapomina.

To też może cię zainteresować: Jedni emeryci zyskują 278 zł, inni 480 zł. Dlaczego kwoty tak bardzo się różnią

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. Gdy teściową wypisano ze szpitala, od razu usłyszałam, że mam obowiązek przychodzić do niej dwa razy dziennie