Na naszym weselu powiedziała, że Tomasz mógł wybrać lepiej. Później krytykowała moje gotowanie, ubrania i sposób wychowywania dzieci.
— Nie jesteś kobietą dla mojego syna — powtarzała przy każdej kłótni.
Tomasz prosił, żebym nie brała jej słów do serca. Twierdził, że matka nie zaakceptowałaby żadnej synowej. Chciałam w to wierzyć, dlatego przez dwadzieścia siedem lat znosiłam jej złośliwości.
To właśnie teściowa namówiła mnie na wyjazd do sanatorium.
— Powinnaś odpocząć — powiedziała niespodziewanie. — Zajmę się Tomaszem, żebyś nie musiała się o niego martwić.
Uznałam, że wreszcie próbuje się ze mną pogodzić.
W sanatorium dzieliłam pokój z Iwoną. Była w moim wieku, elegancka i bardzo rozmowna. Pierwszego wieczoru opowiedziała mi o mężczyźnie, którego kochała w młodości.
— Mieliśmy się pobrać, ale jego rodzina wyjechała do innego miasta — wyjaśniła. — Niedługo później ożenił się z inną.
— Nadal o nim myślisz?
— Jego matka nigdy nie przestała się ze mną kontaktować.
Zrobiło mi się nieswojo. Iwona powiedziała, że starsza kobieta od lat przesyła jej życzenia, zdjęcia i wiadomości o synu. Ostatnio zaczęła przekonywać ją, że jego małżeństwo istnieje już tylko na papierze.
— Podobno żona zupełnie o niego nie dba — dodała. — Mieszkają razem, ale każde żyje własnym życiem.
— Jak ma na imię ten mężczyzna?
— Tomasz.
Tak miał na imię mój mąż, ale wciąż sądziłam, że to przypadek. Wtedy Iwona wyjęła telefon i pokazała mi jego zdjęcie.
Zobaczyłam Tomasza siedzącego w naszym ogrodzie. Fotografię zrobiono kilka tygodni wcześniej podczas urodzin teściowej. Stałam wtedy w kuchni i przygotowywałam dla wszystkich kolację.
Poczułam, jak drętwieją mi dłonie.
— Kto wysłał ci to zdjęcie?
— Pani Janina. Jego mama.
Powiedziałam Iwonie, kim jestem. Najpierw uznała, że żartuję. Później pokazałam jej nasze rodzinne fotografie.
Kobieta pobladła.
Okazało się, że teściowa od lat przedstawiała mnie jako osobę zimną, leniwą i obojętną. Twierdziła, że Tomasz został ze mną wyłącznie dla dzieci. Kilka miesięcy wcześniej dała mu numer Iwony i namówiła, żeby do niej napisał.
— Kontaktowaliście się? — zapytałam.
Iwona skinęła głową. Pokazała mi wiadomości. Mąż pisał, że często wspomina ich młodość. Narzekał na nasze małżeństwo i zapewniał, że od dawna sypiamy osobno. To również było kłamstwo.
Ostatnia wiadomość została wysłana tego samego ranka.
„Przyjadę w sobotę. Mama miała rację, powinniśmy się spotkać”.
Nie zadzwoniłam do Tomasza. Czekałam.
W sobotę siedziałyśmy z Iwoną w kawiarni sanatorium. Kilka minut po południu wszedł mój mąż. Trzymał bukiet czerwonych róż.
Kiedy mnie zobaczył, zatrzymał się w połowie sali. Kwiaty wypadły mu z ręki.
— Anka? Co ty tutaj robisz?
— Odpoczywam. Twoja matka bardzo nalegała, żebym wyjechała.
Próbował wmówić mi, że chciał tylko porozmawiać z dawną znajomą. Wtedy Iwona odczytała na głos wiadomość, w której obiecywał jej wspólną przyszłość.
— Mama mnie namówiła — tłumaczył. — To jej pomysł.
— Matka dała ci numer. Nie pisała tych wiadomości za ciebie.
Iwona oddała mu niewielkie pudełko. W środku znajdował się srebrny łańcuszek, który przysłał jej na urodziny.
— Nie chcę mężczyzny, który musi oczerniać żonę, żeby zainteresować inną kobietę — powiedziała.
Wróciłam do domu wcześniej. Spakowałam rzeczy Tomasza i postawiłam walizki w przedpokoju. Jeszcze tego samego wieczoru zadzwoniła Janina.
— Zawsze wiedziałam, że nie potrafisz uszczęśliwić mojego syna — oznajmiła. — Iwona była jego prawdziwą miłością.
— W takim razie powinna pani wiedzieć, że Iwona również go nie chce.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Zniszczyłaś mu szansę — wyszeptała.
— Nie. To pani przez lata niszczyła nasze małżeństwo, a Tomasz w końcu pani na to pozwolił.
Mąż błagał później o wybaczenie. Zapewniał, że nie doszło do zdrady i że spotkanie w sanatorium miało być pierwszym. Nie potrafił jednak wyjaśnić, dlaczego przez kilka miesięcy planował życie z inną kobietą, wracając każdego wieczoru do mojego łóżka.
Przez lata wierzyłam, że teściowa nie zaakceptowałaby żadnej synowej. Prawda była znacznie boleśniejsza. Akceptowała jedną — kobietę, którą wybrała dla Tomasza jeszcze przed naszym ślubem.
Najbardziej nie zraniło mnie jednak to, że Janina próbowała zastąpić mnie przez dwadzieścia siedem lat. Złamało mnie odkrycie, że mój mąż w końcu zgodził się odegrać rolę, którą matka napisała dla niego dawno temu.
To też może cię zainteresować: Z życia wzięte. Przy grobie męża znalazłam kopertę zaadresowaną do mnie. List ujawnił tajemnicę, którą ukrywał przez całe małżeństwo
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. Odkładałam pieniądze, żeby kiedyś nie obciążać dzieci kosztami. Syn znalazł kopertę i wydał wszystko bez pytania