Andrzej od dawna uważał takie okazje za niepotrzebny wydatek. Zwykle kupował kwiaty w markecie, a wieczorem zasypiał przed telewizorem.

Tym razem położył przede mną elegancką kopertę.

W środku znalazłam potwierdzenie rezerwacji weekendu w luksusowym uzdrowisku. Dwa noclegi, zabiegi, kolacja przy świecach i dostęp do strefy spa.

— Pomyślałem, że dawno nigdzie nie byliśmy sami — powiedział.

Wzruszyłam się. Od kilku miesięcy nasze małżeństwo przechodziło trudniejszy okres. Andrzej często wyjeżdżał na krótkie delegacje, wracał zmęczony i pilnował telefonu. Gdy pytałam, czy coś się dzieje, odpowiadał, że ma problemy w pracy.

Uznałam, że wspólny wyjazd jest jego próbą odbudowania naszej bliskości.

Do uzdrowiska dotarliśmy w piątek po południu. Budynek wyglądał jak pałac. W holu pachniało kawą i olejkami, a recepcjonistka powitała nas szerokim uśmiechem.

Andrzej podał nazwisko.

Kobieta spojrzała na ekran komputera.

— Miło pana znowu widzieć, panie Andrzeju. Pokój 214, tak jak ostatnio?

Mąż natychmiast zesztywniał.

— Chyba zaszła pomyłka. Jesteśmy tutaj pierwszy raz.

Recepcjonistka jeszcze raz sprawdziła dane.

— Przepraszam, ale mamy w systemie kilka wcześniejszych pobytów na pana nazwisko. Zawsze rezerwował pan ten sam pokój.

Spojrzałam na Andrzeja.

— Kilka pobytów?

— To pewnie inny gość o takim samym nazwisku — odpowiedział szybko.

Kobieta wyraźnie się speszyła. Chciała zakończyć rozmowę, lecz w tej samej chwili jej koleżanka podała nam karty do pokoju.

— Czy pani Grażyna tym razem nie przyjechała? — zapytała. — Zawsze zamawiała masaż zaraz po przyjeździe.

Zapadła cisza.

Znałam tylko jedną Grażynę, która mogła podróżować z moim mężem. Była moją najbliższą przyjaciółką. Poznałyśmy się jeszcze w szkole średniej. Była świadkiem na naszym ślubie, matką chrzestną córki i częstym gościem w naszym domu.

To właśnie jej zwierzałam się, gdy Andrzej późno wracał z pracy.

— Mężczyźni na tym etapie życia potrzebują trochę swobody — uspokajała mnie. — Nie szukaj problemów tam, gdzie ich nie ma.

Recepcjonistka zrozumiała, że powiedziała za dużo.

— Bardzo przepraszam. Nie powinnam omawiać poprzednich rezerwacji.

— Nie ma już czego ukrywać — odpowiedziałam.

Andrzej złapał mnie za ramię i próbował odprowadzić od lady.

— Porozmawiamy w pokoju.

Wyrwałam rękę.

— Najpierw powiedz, z kim tutaj przyjeżdżałeś.

Nie odpowiedział. Jego twarz wystarczyła mi za potwierdzenie.

W pokoju zaczął tłumaczyć, że jego relacja z Grażyną była „chwilą słabości”. Początkowo mówił o jednym wyjeździe. Gdy przypomniałam mu słowa recepcjonistki, przyznał, że spotykali się od prawie trzech lat.

Każda jego rzekoma delegacja była weekendem spędzonym w tym samym uzdrowisku.

— Dlaczego przywiozłeś mnie właśnie tutaj?

— Grażyna zakończyła wszystko miesiąc temu. Chciałem naprawić nasze małżeństwo. Ten wyjazd miał być nowym początkiem.

Rozejrzałam się po pokoju. Na stoliku stała butelka wina, łóżko udekorowano płatkami róż, a w łazience wisiały dwa miękkie szlafroki. Wszystko miało wyglądać romantycznie.

Tylko że ten sam pokój przez trzy lata należał do niego i mojej przyjaciółki.

Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Grażyny. Odebrała dopiero za trzecim razem.

— Jestem w pokoju 214 — powiedziałam. — Recepcjonistka pytała, dlaczego tym razem nie przyjechałaś.

Po drugiej stronie usłyszałam jedynie jej przyspieszony oddech.

— To nie miało tak wyglądać — wyszeptała w końcu.

— Jak miało wyglądać?

Przyznała, że zakończyła romans, ponieważ Andrzej nie zamierzał się ze mną rozwieść. Przez lata obiecywał jej wspólną przyszłość, ale zawsze znajdował kolejny powód, żeby zostać w domu.

— Nie chciałam cię skrzywdzić — powiedziała.

Pomyślałam o wszystkich wieczorach, podczas których płakałam przy niej i pytałam, czy mąż może mieć kogoś innego. Pocieszała mnie wtedy, wiedząc, że sama jest odpowiedzią.

Rozłączyłam się.

Andrzej usiadł na łóżku i zaczął płakać. Błagał, żebym nie przekreślała trzydziestu pięciu lat przez jeden błąd.

— Jeden błąd nie trwa trzech lat — odpowiedziałam. — I nie robi rezerwacji na ten sam pokój.

Zabrałam walizkę i zeszłam do recepcji. Poprosiłam o osobny pokój. Wolne zostało tylko niewielkie jednoosobowe pomieszczenie na poddaszu, ale przyjęłam je bez wahania.

Andrzej wrócił do domu sam. Ja zostałam do końca weekendu. Poszłam na masaż, długo spacerowałam po parku i po raz pierwszy od lat nie czekałam, aż mąż zdecyduje, co będziemy robić.

Po powrocie spotkałam się z prawnikiem. Grażyna pisała do mnie przez kilka tygodni, lecz nie odpowiedziałam na żadną wiadomość.

Andrzej powtarzał, że uzdrowisko miało symbolizować nasz nowy początek. Miał rację, choć nie w taki sposób, jak planował.

Podarował mi weekend z okazji rocznicy ślubu. W recepcji otrzymałam jednak znacznie cenniejszy prezent.

Prawdę o dwóch osobach, którym ufałam najbardziej.

To też może cię zainteresować: Z życia wzięte. Powiedziałem żonie, że po czterdziestu latach chcę żyć osobno. Spokojnie wyjęła z szuflady dokument, o którym nie wiedziałem

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. Dzieci zostawiły matkę w zrujnowanej chacie i przestały odbierać telefon. Pomógł jej człowiek, któremu przed laty podała talerz zupy