Sąd Okręgowy w Częstochowie skazał Dawida B., ojczyma 8-letniego chłopca, na 25 lat więzienia. Matka dziecka, Magdalena B., usłyszała karę 16 lat pozbawienia wolności. Orzeczenie jest nieprawomocne.
Decyzja sądu wywołała ogromne emocje wśród bliskich Kamilka, przedstawicieli fundacji zaangażowanych w sprawę oraz Rzeczniczki Praw Dziecka. W ich ocenie kary są zbyt łagodne wobec rozmiaru krzywdy, jakiej doznało dziecko. Już teraz mówi się o apelacji.
25 lat dla ojczyma, 16 lat dla matki
Dawid B. został skazany między innymi za znęcanie się nad Kamilkiem i jego rodzeństwem oraz za doprowadzenie do obrażeń, które zakończyły się śmiercią chłopca. Magdalena B. została uznana za winną pomocy mężowi oraz znęcania się nad dziećmi.
Sąd nie orzekł jednak wobec Dawida B. dożywotniego pozbawienia wolności. To właśnie ten element wyroku stał się źródłem największego sprzeciwu. Bliscy chłopca i osoby wspierające rodzinę wskazują, że sprawa Kamilka powinna być potraktowana jako symboliczny test dla państwa, które ma obowiązek chronić dzieci przed przemocą.
Rodzina Kamilka nie składa broni
Po ogłoszeniu wyroku pojawiły się zapowiedzi dalszych działań prawnych. Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak podkreślała, że rodzeństwo Kamilka będzie zaskarżać wyrok dotyczący ojczyma i matki chłopca. Według relacji medialnych rodzina oczekiwała surowszych kar.
W sprawę zaangażowani są także przedstawiciele organizacji społecznych. Ich zdaniem nie chodzi wyłącznie o wymiar kary dla konkretnych osób, ale również o jasny sygnał, że przemoc wobec dzieci wymaga stanowczej reakcji instytucji, sądów i całego społeczeństwa.
Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami
Proces w sprawie Kamilka ruszył 30 czerwca 2025 roku przed Sądem Okręgowym w Częstochowie. Ze względu na dobro rodzeństwa chłopca i ochronę małoletnich pokrzywdzonych postępowanie nie było jawne.
Na ławie oskarżonych zasiedli nie tylko ojczym i matka Kamilka. Odpowiedzialność ponosili także inni dorośli, którzy według ustaleń śledczych mieli nie zareagować w czasie, gdy dziecko pilnie potrzebowało pomocy. Wobec części osób zapadły kary w zawieszeniu.
Chłopiec przez lata miał doświadczać przemocy
Z ustaleń śledztwa wynikało, że Kamilek oraz inne dzieci z rodziny przez długi czas mieli doświadczać przemocy fizycznej i psychicznej. Prokuratura opisywała zachowania, które wskazywały na systematyczne poniżanie, bicie i zastraszanie najmłodszych.
Najcięższych obrażeń Kamilek doznał pod koniec marca 2023 roku. Dopiero kilka dni później do mieszkania przyszedł biologiczny ojciec chłopca i wezwał pomoc. Dziecko trafiło do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, gdzie lekarze przez ponad miesiąc walczyli o jego życie. Kamil zmarł 8 maja 2023 roku.
Czy Kamilka można było uratować?
To pytanie powraca od samego początku sprawy. Z przekazanych informacji wynika, że chłopiec wcześniej uciekał z domu, a różne instytucje miały kontakt z rodziną. Pojawiały się także sygnały, które — zdaniem wielu komentatorów i osób zaangażowanych w sprawę — powinny doprowadzić do głębszej reakcji.
W styczniu 2026 roku Sąd Rejonowy w Kielcach zdecydował, że prokuratura ma ponownie zająć się wątkiem możliwej odpowiedzialności części instytucji i urzędów. Chodzi o sprawdzenie, czy doszło do zaniedbań po stronie osób, które mogły wcześniej dostrzec zagrożenie.
System pod lupą po sprawie Kamilka
Sprawa 8-latka z Częstochowy stała się symbolem pytań o skuteczność ochrony dzieci w Polsce. Chodzi nie tylko o reakcję sądu po fakcie, ale przede wszystkim o to, dlaczego przez tak długi czas chłopiec nie został skutecznie odseparowany od niebezpiecznego środowiska.
W tle tej historii pojawia się także reportaż „Dzieci odchodzą w ciszy. Sprawa Kamilka z Częstochowy”, który opisuje nie tylko los chłopca, ale również szerszy problem przemocy wobec najmłodszych. Autorzy i osoby zaangażowane w sprawę wskazują, że konieczne są zmiany w prawie, procedurach i sposobie reagowania na sygnały przemocy.
Wyrok nie kończy sprawy
Choć przed Sądem Okręgowym w Częstochowie zapadł wyrok, sprawa Kamilka nadal nie jest zamknięta. Orzeczenie jest nieprawomocne, a zapowiedzi apelacji oznaczają, że sąd wyższej instancji może jeszcze ocenić wymiar kar i kwalifikację prawną czynów.
Dla rodziny chłopca i osób walczących o prawa dzieci ta sprawa pozostaje czymś więcej niż procesem karnym. To pytanie o granice odpowiedzialności dorosłych, o skuteczność instytucji i o to, czy państwo potrafi realnie chronić dziecko, zanim będzie za późno.
To też może cię zainteresować: Rząd uruchamia nowe wsparcie dla gospodarstw domowych. Nawet 3500 zł dopłaty od lipca
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Rośnie ich teraz mnóstwo, a mało kto zbiera. Smakują lepiej niż sklepowe