Mam siedemdziesiąt dwa lata, własne mieszkanie w centrum miasta i emeryturę, która wystarcza mi na skromne, ale godne życie. Moja synowa, Marlena, od roku powtarzała jednak jak mantrę: „Mamo, ty już nie masz sił. Po co ci te schody? W domu seniora będziesz miała opiekę, towarzystwo, dietetyczne posiłki. To wszystko dla twojego dobra”.

Mój syn, Paweł, tylko przytakiwał z boku. Czułam się kochana, choć w głębi duszy bałam się opuścić mury, w których spędziłam całe dorosłe życie. „Może rzeczywiście mają rację?” – myślałam, patrząc na drżące dłonie.

W ostatnią niedzielę zaprosili mnie na obiad. Marlena znów przyniosła foldery luksusowych ośrodków pod miastem. „Zobacz, mamo, jakie tam są ogrody!” – szczebiotała.

Po posiłku poczułam się znużona i położyłam się na chwilę w pokoju obok. Oni myśleli, że zasnęłam. Wtedy przez uchylone drzwi dobiegły mnie głosy z kuchni. To nie był już ten miły, troskliwy ton Marleny. Jej głos był zimny i wyrachowany.

— Paweł, nie możemy dłużej czekać. Jeśli teraz jej nie przekonamy, stracimy najlepszy sezon na wynajem — syknęła. — Sprawdziłam ceny. To mieszkanie w tej lokalizacji pójdzie za pięć tysięcy miesięcznie. Po opłaceniu jej pobytu w tym najtańszym domu opieki, zostanie nam na rękę czysta trójka. Wreszcie spłacimy ten kredyt za samochód i pojedziemy na porządne wakacje.

Zamarłam. Serce waliło mi tak mocno, że bałam się, iż zaraz pęknie. Słuchałam dalej, jak mój własny syn, którego wykarmiłam i wykształciłam, odpowiada cicho:

— A co, jeśli ona tam będzie nieszczęśliwa? To najtańsze miejsce nie wyglądało najlepiej...

— Och, daj spokój — ucięła Marlena. — Starsi ludzie szybko się przyzwyczajają. Będzie miała telewizor i inne babcie do pogadania. Najważniejsze, żebyśmy w końcu zaczęli żyć na poziomie. Zasłużyliśmy na to. Jej to mieszkanie i tak już niepotrzebne, tylko się w nim marnuje.

Leżałam w ciemnym pokoju, czując, jak po policzkach płyną mi lodowate łzy. Dla nich nie byłam matką ani babcią. Byłam lokatą kapitału. Przeszkodą, którą trzeba „zdeponować” w tanim ośrodku, by móc czerpać zyski z moich metrów kwadratowych.

Wstałam, poprawiłam sukienkę i weszłam do kuchni. Oboje momentalnie zamilkli, przybierając maski troskliwości.

— O, mamo! Już się wyspałaś? Piłaś herbatkę? — zapytała Marlena z tym swoim fałszywym uśmiechem.

Spojrzałam na nich oboje. Widziałam ich teraz takimi, jakimi byli naprawdę.

— Tak, wyspałam się. I słyszałam każde wasze słowo — powiedziałam spokojnie, choć w środku cała drżałam. — Marleno, masz rację. Zasłużyliście na życie na poziomie. Ale będziecie musieli na nie zapracować sami.

Paweł pobladł.

— Mamo, to nie tak, my tylko chcieliśmy...

— Chcieliście mnie sprzedać za ratę kredytu — ucięłam. — Moje mieszkanie nie zostanie wynajęte. Jutro idę do notariusza i zmieniam testament. Przepiszę je na fundację pomagającą samotnym seniorom. Skoro uważasz, że w domach opieki jest tak wspaniale, to mam nadzieję, że na starość też tam trafisz. Ale za własne pieniądze.

Wyszłam stamtąd bez słowa pożegnania. Kiedy wróciłam do swojego domu, pogłaskałam ściany w przedpokoju. Może i schody są wysokie, a ja wolniejsza niż kiedyś, ale te ściany są moją wolnością.

To też może cię zainteresować: Ostatnie pożegnanie Bożeny Dykiel. Bliscy przekazali szczególną prośbę

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Jej serce się zatrzymało. Opowiedziała, co widziała po "tamtej stronie"