Nie byłoby nas na nie stać, gdyby nie hojność teściów. Sprzedali działkę i podarowali nam pokaźną sumę, byśmy nie musieli brać ogromnego kredytu.
— To na start dla was, dzieci — mówił teść, poklepując Roberta po ramieniu. — Żebyście mieli lżej niż my.
Wtedy myślałam, że to najpiękniejszy gest na świecie. Nie wiedziałam jeszcze, że te pieniądze to nie był prezent, tylko bilet wstępu do naszej sypialni, kuchni i każdego zakamarka naszej prywatności.
Zaczęło się już tydzień po przeprowadzce. Teściowa, bez uprzedzenia, otworzyła drzwi własnymi kluczami (które dostała „na wszelki wypadek”) w czwartek o czternastej. Siedziałam w dresie, jedząc spóźniony lunch.
— Ojej, Małgosiu, ale tu masz nieporządek — westchnęła od progu, zdejmując płaszcz. — Przyniosłam wam pieczeń, bo pewnie znów jecie jakieś kupne świństwa. Pokaż, gdzie masz czyste garnki, poukładam ci to po swojemu, bo ten twój system to jakiś chaos.
Z każdym dniem było gorzej. Wpadali na „obiadki” cztery razy w tygodniu. Teść bez pytania przestawiał meble w salonie, twierdząc, że „tak jest funkcjonalniej”, a teściowa przeglądała moje szafki w łazience, komentując ceny moich kosmetyków.
Kiedy próbowałam delikatnie zwrócić uwagę Robertowi, on tylko wzruszał ramionami.
— Gosia, nie przesadzaj. Dali nam fortunę na to mieszkanie. Mają prawo czuć się tu jak u siebie. Nie bądź niewdzięczna.
To słowo — „niewdzięczność” — stało się moją smyczą. Za każdym razem, gdy zaciskałam zęby, słysząc krytykę moich metod wychowawczych czy sposobu prowadzenia domu, czułam na szyi ciężar ich pieniędzy. Każdy kęs obiadu, który u nich jadłam, stawał mi kością w gardle.
Czułam się we własnym domu jak lokator na dziko, który musi przepraszać, że żyje. Moje nerwy były napięte do granic możliwości. Przestałam zapraszać znajomych, bo nigdy nie wiedziałam, czy teściowa nie wpadnie nagle z mopem i pretensjami, że okna są niedomyte.
Dramat rozegrał się w moje trzydzieste urodziny. Zaplanowałam z Robertem uroczystą kolację tylko we dwoje. Świece, muzyka, spokój. W połowie wieczoru usłyszałam zgrzyt klucza w zamku.
Weszli oboje. Teść z siatką piwa, teściowa z ciastem.
— Niespodzianka! Przecież nie będziecie tak sami siedzieć, jak w jakimś hotelu — zawołała, odsuwając na bok moje dekoracje, by postawić swój sernik.
Coś we mnie pękło. Spojrzałam na Roberta, ale on tylko uśmiechnął się słabo do matki.
— Dość! — krzyknęłam, a w pokoju zapadła grobowa cisza. — Wyjdźcie. Proszę, oddajcie klucze i wyjdźcie. To jest mój dom, nie muzeum waszej hojności!
Teściowa złapała się za serce.
— Twoim domem? — syknęła przez łzy. — To są nasze pieniądze! Każda cegła tutaj pachnie naszą ciężką pracą, a ty nas wyrzucasz? Robert, słyszysz to?
Tamten wieczór skończył się potworną awanturą. Teściowie wyszli, trzaskając drzwiami i krzycząc, że jesteśmy niewdzięcznikami. Robert nie odzywał się do mnie przez tydzień, oskarżając mnie o zniszczenie relacji z jego rodzicami.
Ostatecznie postawiłam na swoim. Zmieniliśmy zamki i wystawiliśmy mieszkanie na sprzedaż. Postanowiłam, że oddamy im każdą złotówkę, nawet jeśli będziemy musieli brać kredyt na trzydzieści lat i mieszkać w kawalerce na przedmieściach.
Wybieram ciasną kawalerkę, w której mogę usiąść na podłodze i zjeść pizzę z pudełka w ciszy, niż luksusowy apartament, w którym każdy mój oddech jest kontrolowany przez „dobroczyńców”.
To też może cię zainteresować: Łyżwiarka zachwyciła na lodzie i w sieci. O jej geście mówią wszyscy
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Kaczyński czyści szeregi. Znane nazwiska na czarnej liście