Kiedy pół roku temu zapytał, czy może wprowadzić się do mnie ze swoją narzeczoną, Agatą, by „odłożyć na start”, nie wahałam się ani chwili. Cieszyłam się, że dom znów ożyje, że będziemy spędzać wieczory na wspólnych rozmowach.

Rzeczywistość uderzyła mnie jednak szybciej niż pierwszy rachunek za prąd.

Mój dom stał się dla nich darmowym hotelem. Sebastian i Agata oboje pracują, zarabiają całkiem nieźle, ale ich pensje znikają w markowych torbach, pudełkach po nowym sprzęcie i wieczornych wyjściach. Ja natomiast stałam się ich nieodpłatną służbą. Gotowałam obiady, które zjadali bez słowa „dziękuję”, prałam ich ubrania, a rano sprzątałam salon po ich nocnych seansach filmowych pełnych okruchów i pustych puszek.

Kulminacja nastąpiła wczoraj. Dostałam wyrównanie za ogrzewanie i wodę – kwota była porażająca, prawie dwukrotnie wyższa niż zwykle. Kiedy wieczorem oboje siedzieli w salonie, przeglądając w telefonach oferty luksusowych wakacji, położyłam rachunek na ławie.

– Dzieci, musimy porozmawiać – zaczęłam spokojnie, choć serce biło mi jak oszalałe. – Koszty życia bardzo wzrosły. Chciałabym, żebyście od przyszłego miesiąca dorzucali się chociaż pięćset złotych do rachunków. To i tak ułamek tego, co płacilibyście za wynajem.

W salonie zapadła cisza, którą przerwało prychnięcie Agaty. Odłożyła telefon i spojrzała na mnie z taką pogardą, jakbym była obcą osobą, która próbuje ją okraść.

– Pięćset złotych? – zapytała ostro. – Przecież mówiłaś, że chcesz nam pomóc. To ma być ta twoja pomoc? Wyciąganie od nas pieniędzy, kiedy próbujemy budować przyszłość?

Spojrzałam na syna, licząc, że on utemperuje jej ton. Sebastian jednak tylko wzruszył ramionami i nie odrywał wzroku od ekranu.

– Mamo, serio? – rzucił niedbale. – Przecież masz emeryturę i pensję. Nie bądź takim skąpiradłem. Te kilka stów cię nie zbawi, a nam psujesz plany na urlop. Naprawdę musisz być taką materialistką?

Słowo „skąpiradło” uderzyło mnie mocniej niż fizyczny cios. Stałam przed nimi – kobietą, która przez pół roku prała ich brudną bieliznę i synem, któremu oddałam każdą wolną chwilę życia – a oni widzieli we mnie jedynie portfel, który nagle postanowił się zamknąć.

– Materialistką? – mój głos drżał z emocji. – Ja płacę za wasze jedzenie, ja szoruję po was łazienkę, ja nie kupiłam sobie nowych butów od roku, żebyście wy mieli na swoje wygody. I to ja jestem skąpiradłem?

Agata wstała, poprawiając nową, drogą sukienkę.


– Jeśli masz zamiar nam teraz wypominać każdy talerz zupy, to może faktycznie lepiej będzie, jak poszukamy czegoś innego. Ale nie myśl, że wtedy będziemy cię odwiedzać. Nie chcemy przebywać z kimś, dla kogo pieniądze są ważniejsze niż rodzina.

Wyszli do swojego pokoju, trzaskając drzwiami, zostawiając mnie samą w ciemnym salonie z tym nieszczęsnym rachunkiem w dłoni.

Poczułam, jak coś we mnie pęka. To nie była już miłość, to był strach przed własnym dzieckiem, które stało się obcym, roszczeniowym człowiekiem. Zrozumiałam, że dając im wszystko za darmo, odebrałam im coś najważniejszego: przyzwoitość.

Dziś rano nie zrobiłam im śniadania. Nie nastawiłam pralki. Siedzę w kuchni i czekam, aż wstaną. Tym razem to nie ja będę prosić. Tym razem to ja wystawię rachunek za brak szacunku.

To też może cię zainteresować: Z życia wzięte. "Babcia posłuchała rady ciotki i wyrzuciła nas z dzieckiem na bruk": To była najzimniejsza noc w moim życiu

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Jarosław Kaczyński w ostrych słowach. Prezes PiS ostrzega przed bezprawiem