W moim domu był traktowany jak król – jego jedynym obowiązkiem była nauka, a potem praca. Nigdy nie pozwoliłam, by tknął mopa czy brudne naczynia. „Mężczyzna jest stworzony do wyższych celów” – powtarzałam, z dumą patrząc, jak pnie się po szczeblach kariery.
Wszystko zmieniło się, gdy w jego życiu pojawiła się Justyna. Początkowo wydawała się miła, ale po ślubie maska opadła. Zaczęła wprowadzać swoje „rządy”.
Wpadłam do nich w sobotnie przedpołudnie z ciastem, używając zapasowych kluczy. W mieszkaniu panowała cisza, ale z łazienki dobiegał dziwny dźwięk – rytmiczne szorowanie. Myślałam, że to Justyna robi porządki, więc zajrzałam tam, by zapytać, gdzie jest mój syn.
To, co zobaczyłam, sprawiło, że ciasto niemal wypadło mi z rąk.
Mój Paweł – dyrektor w dużej firmie, człowiek, któremu kłaniają się podwładni – klęczał na podłodze w starym dresie. W ręku trzymał szczotkę, a na głowie miał gumowe rękawice. Szorował toaletę, pot spływał mu po czole, a obok stało wiadro z silnym detergentem.
– Pawełku? Co ty robisz?! – krzyknęłam, nie mogąc powstrzymać przerażenia.
Podniósł wzrok, zmieszany i zawstydzony.
– Cześć mamo... Sprzątam łazienkę. Dzisiaj moja kolej.
W tym momencie z salonu wyszła Justyna. Trzymała w ręku kawę i patrzyła na mnie z chłodnym uśmiechem, który od razu podniósł mi ciśnienie.
– O, mama wpadła. Paweł zaraz skończy i napijemy się herbaty – powiedziała, jakby nic się nie stało.
– Justyno, to jest skandal! – wybuchłam, wskazując na klęczącego syna. – Jak możesz kazać mu robić takie rzeczy? On ciężko pracuje, utrzymuje ten dom, a ty robisz z niego sprzątaczkę? To uwłaczające! Mój syn nie po to kończył studia, żeby szorować po kimś toaletę!
Justyna odstawiła filiżankę na szafkę. Jej wzrok spoważniał.
– Mamo, on tu mieszka. Używa tej łazienki tak samo jak ja. To nie jest „kazanie”, to jest partnerstwo. Jeśli Pawełek nie nauczył się tego w domu, to uczy się teraz.
– Partnerstwo? – zakpiłam. – To jest upokorzenie! Paweł, wstań natychmiast, ja to dokończę, jeśli ona jest zbyt leniwa!
Mój syn jednak nie wstał. Spojrzał na mnie, a potem na swoją żonę. Widziałam w jego oczach zmęczenie, ale też coś nowego – determinację, której wcześniej u niego nie znałam.
– Mamo, przestań – powiedział cicho. – Justyna ma rację. To też mój dom. I wiesz co? Wstyd mi tylko dlatego, że ty na to patrzysz i robisz z tego przedstawienie. Proszę, wyjdź. Dokończę to sam.
Wyszłam z ich mieszkania, czując, jak dławią mnie łzy. Dla mnie to był upadek jego godności, dla nich – codzienność. Wróciłam do swojego sterylnego, pustego domu, nie mogąc przestać myśleć o jednym: wychowałam mężczyznę, którego własna żona sprowadziła do parteru, a on... on jej za to dziękuje.
To też może cię zainteresować: Tego leku może zabraknąć do maja. Brak dostępnego zamiennika
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Ryszard Rynkowski odpowie przed sądem. Stawką nawet trzy lata więzienia