Dwunastoletnia dziewczynka z Limanowej zatruła się czadem podczas kąpieli. Jej stan był krytyczny, a mimo to przez kilka dni nie udało się znaleźć dla niej miejsca w szpitalu o odpowiedniej referencyjności. Sprawą zajmuje się już Narodowy Fundusz Zdrowia.
Zatrucie czadem i dramatyczna diagnoza
Do zdarzenia doszło w łazience, w której znajdował się nieszczelny piecyk gazowy. Gdy na miejsce dotarli ratownicy, dziewczynka była w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Badania wykazały aż 45 proc. karboksyhemoglobiny we krwi — poziom, który według lekarzy oznacza ciężkie zatrucie tlenkiem węgla i realne ryzyko śmierci.
Personel Szpitala Powiatowego w Limanowej natychmiast podjął decyzję o wdrożeniu specjalistycznego leczenia.
Komora hiperbaryczna… 70 kilometrów dalej
Jeszcze tego samego wieczora dziecko zostało przewiezione do Krakowa, do szpitala dysponującego komorą hiperbaryczną — kluczową w leczeniu ciężkich zatruć czadem. Problem polegał na tym, że placówka nie posiada oddziału pediatrycznego, przez co dziewczynka nie mogła zostać tam hospitalizowana.
Przez kolejne trzy dni 12-latka była dowożona karetką na wielogodzinne terapie, a następnie wracała na oddział pediatrii w Limanowej. Każda podróż oznaczała około 70 kilometrów w jedną stronę, w trudnych zimowych warunkach, przy intensywnych opadach śniegu.
Próby przeniesienia do szpitala dziecięcego zakończone fiaskiem
Dyrekcja limanowskiego szpitala wielokrotnie próbowała znaleźć miejsce dla dziecka w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu — placówce o wyższej referencyjności, z wyspecjalizowanym personelem i znacznie krótszym dojazdem do komory hiperbarycznej.
Jak przekazał dyrektor szpitala w Limanowej, podobne prośby kierowano również do innych szpitali z oddziałami pediatrycznymi. W każdym przypadku odpowiedź była taka sama: brak wolnych miejsc.
NFZ bada sprawę
Po nagłośnieniu sprawy małopolski oddział NFZ wezwał krakowski szpital do złożenia wyjaśnień. Fundusz zapowiedział, że po ich otrzymaniu odniesie się szerzej do całej sytuacji i zasadności odmowy przyjęcia dziecka w stanie zagrożenia życia.
Dziewczynka po kilku dniach intensywnego leczenia została 7 stycznia wypisana do domu. Lekarze podkreślają, że dzięki szybkiej reakcji i terapii udało się uratować jej życie.
Historia, która nie powinna się powtórzyć
Sprawa 12-latki z Limanowej wywołała falę pytań o realną dostępność specjalistycznej opieki pediatrycznej w nagłych przypadkach. Eksperci zwracają uwagę, że w takich sytuacjach kluczowe są nie tylko procedury, ale także współpraca między placówkami i elastyczność systemu.
Ten dramat pokazuje, że nawet w XXI wieku droga od ratunku do leczenia może być niebezpiecznie długa — i że czasem o życiu dziecka decyduje nie tylko medycyna, ale też organizacja ochrony zdrowia.
To też może cię zainteresować: Polska kultura w żałobie. Nie żyje współtwórczyni kultowego serialu PRL-u
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. Teściowa przywiozła do nas babcię i oznajmiła: "macie się nią zająć". Od tamtej pory nic nie jest takie samo