Teraz na jaw wychodzą nowe szczegóły zdarzenia, do którego doszło 1 listopada przed warszawskim cmentarzem. Jak ustaliła Wirtualna Polska, Krzysztof Dunin-Holecki został zwolniony po około godzinie, ale sprawa znajdzie swój finał w sądzie. Przed opuszczeniem miejsca interwencji mężczyzna zapoznał się z protokołem zatrzymania, naniósł do niego uwagi i złożył podpis. Policja przekazała również ważną informację dotyczącą nagrań z całego zajścia.
W niedzielę, 1 listopada, Danuta Holecka wraz z mężem przyjechała na cmentarz na warszawskim Służewie, aby odwiedzić grób zmarłego syna Juliana.
Wizyta zakończyła się jednak policyjną interwencją. Funkcjonariusze zatrzymali Krzysztofa Dunina-Holeckiego, a nagrania pokazujące zakładanie mu kajdanek szybko trafiły do internetu.
Telewizja Republika zarzuciła policjantom nadmierne użycie siły. Funkcjonariusze przedstawili natomiast własną wersję wydarzeń.
Mąż Danuty Holeckiej stanie przed sądem. Policja potwierdziła decyzję
Jak przekazała Wirtualnej Polsce asp. szt. Marta Haberska z Komendy Rejonowej Policji Warszawa II, interwencja zakończyła się skierowaniem wniosku o ukaranie mężczyzny do sądu.
Chodzi o dwa wykroczenia.
Pierwsze dotyczy niezastosowania się do znaku drogowego, czyli art. 92 Kodeksu wykroczeń. Drugie związane jest z odmową podania danych osobowych, o której mowa w art. 65.
Według policji Krzysztof Dunin-Holecki wjechał samochodem na teren objęty zakazem ruchu. Następnie miał odmówić podania danych i nie wykonywać poleceń funkcjonariuszy.
Policjanci twierdzą, że zastosowali kajdanki, ponieważ mężczyzna próbował oddalić się z miejsca interwencji i stawiał opór.
Ostateczna ocena okoliczności zdarzenia będzie należała do sądu. Samo skierowanie wniosku o ukaranie nie oznacza stwierdzenia winy.
Zatrzymanie trwało około godziny. Mężczyzna naniósł uwagi do protokołu
Nowe informacje dotyczą również zakończenia policyjnych czynności.
Jak wyjaśniła rzeczniczka policji, funkcjonariusze sporządzili protokół zatrzymania, w którym odnotowano godzinę rozpoczęcia i zakończenia czynności.
Krzysztof Dunin-Holecki przeczytał dokument, naniósł do niego swoje uwagi, a następnie go podpisał.
Po wykonaniu tych czynności został zwolniony.
Według policji zatrzymanie trwało około godziny.
Nie ujawniono jednak dokładnej treści uwag, które mężczyzna zamieścił w protokole.
Policjanci nie mieli kamer nasobnych. Pojawił się istotny problem
W sprawie pojawiła się również kolejna ważna informacja.
Okazuje się, że funkcjonariusze uczestniczący w interwencji nie byli wyposażeni w kamery nasobne.
Oznacza to, że nie istnieje pochodzące z takich urządzeń nagranie całego przebiegu zatrzymania.
W internecie dostępne są materiały opublikowane przez Telewizję Republika, ale nie pokazują one początku zdarzenia.
Policja zapowiedziała sprawdzenie dostępnego monitoringu w okolicy cmentarza.
To istotne, ponieważ nagrania mogą pomóc wyjaśnić, jak dokładnie rozpoczęła się interwencja i czy zastosowanie środków przymusu było uzasadnione.
Wciąż sprawdzana jest również kwestia oznakowania drogi, na której zatrzymano samochód.
Danuta Holecka nie kryła emocji. Policja przedstawia inną wersję
Na opublikowanych nagraniach widać wyraźnie zdenerwowaną dziennikarkę, która domaga się zdjęcia kajdanek swojemu mężowi.
Holecka przekonywała, że zachowanie funkcjonariuszy było nieproporcjonalne do sytuacji.
Podczas interwencji jej mąż zgłosił złe samopoczucie, dlatego na miejsce wezwano zespół ratownictwa medycznego.
Z kolei policja utrzymuje, że działania były konsekwencją zachowania kierowcy i nie miały związku z działalnością zawodową jego żony.
Były policjant Maciej Szuba w rozmowie z WP zaznaczył, że podanie danych osobowych jest podstawowym elementem legitymowania. Jednocześnie nie przesądził, czy użycie kajdanek w tej konkretnej sytuacji było konieczne.
Sprawa męża Danuty Holeckiej ma ciąg dalszy
Zatrzymanie Krzysztofa Dunina-Holeckiego wywołało liczne komentarze polityczne i medialne.
Teraz wiadomo już, że mężczyzna został zwolniony po około godzinie, a policja skierowała do sądu wniosek o ukaranie za dwa wykroczenia.
Kluczowe pozostaje jednak ustalenie pełnego przebiegu interwencji.
Brak nagrań z kamer nasobnych, odmienne relacje uczestników i zapowiedziana analiza monitoringu sprawiają, że nie wszystkie okoliczności zostały jeszcze wyjaśnione.
Dalsze postępowanie pokaże, jak sąd oceni zarzucane mężczyźnie wykroczenia. Ewentualna ocena prawidłowości użycia siły przez policjantów pozostaje odrębną kwestią.
To też może cię zainteresować: Nie żyje 34-letnia olimpijka. Pierwsze objawy choroby wydawały się niegroźne. Diagnoza była druzgocąca
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Samolot runął na ziemię. Są ofiary