Delegacja. Obce miasto. Hotelowy bar, w którym ludzie opowiadają więcej, niż powinni, bo wiedzą, że jutro się rozjadą. Ona siedziała sama przy stoliku. Z obrączką na palcu, tak jak ja.
– Też uciekasz od codzienności? – zapytała półżartem.
Powinienem był wtedy wstać i wyjść.
Zamiast tego zamówiłem drugą kawę.
Mówiliśmy o zmęczeniu, o rutynie, o tym, jak łatwo stać się współlokatorem w swoim własnym małżeństwie. O tym, że nikt nas już naprawdę nie słucha.
Pierwszy raz od dawna czułem się zauważony.
Powtarzałem sobie, że to tylko rozmowa. Potem, że to tylko pocałunek. Potem, że to tylko jedna noc.
Kłamstwo zawsze zaczyna się od słowa „tylko”.
Kiedy wróciłem do domu, przytuliłem żonę mocniej niż zwykle. Miałem nadzieję, że poczucie winy zniknie, jeśli będę bardziej czuły.
Nie zniknęło.
Kilka tygodni później dostałem wiadomość.
„Musimy porozmawiać. Jestem w ciąży.”
Serce przestało mi bić.
Spotkaliśmy się w kawiarni. Była blada, drżąca.
– To może być twoje – powiedziała bez wstępów.
„Może”.
To słowo stało się moim koszmarem.
Ona miała męża. Ja miałem żonę. Dwoje ludzi, którzy niczego nie podejrzewali.
– On się cieszy – wyszeptała. – Myślał, że nie możemy mieć dzieci.
Poczułem, jak grunt usuwa mi się spod nóg.
Miesiące mijały. Unikałem jej. Unikałem tematu. Wmawiałem sobie, że pewnie to nie moje. Statystyka. Przypadek. Zbieg okoliczności.
Aż zobaczyłem zdjęcie.
Noworodek owinięty w biały koc. Małe, zaciśnięte powieki. I oczy.
Moje oczy.
Takie same jak u mnie na zdjęciach z dzieciństwa. Jasne, lekko skośne, z charakterystycznym cieniem w zewnętrznych kącikach.
Nie potrzebowałem testu.
Ona napisała tylko: „Patrz”.
Patrzyłem długo. Czułem dumę, której nie miałem prawa czuć. I strach, którego nie potrafiłem unieść.
Moja żona w tym czasie planowała nasze wakacje. Śmiała się, że w końcu mamy trochę spokoju. Jej dłonie były ciepłe, kiedy dotykała mojej twarzy.
Nie wiedziała, że gdzieś kilka kilometrów dalej rośnie dziecko, które nosi moje spojrzenie.
Jej mąż chodził dumny z wózkiem. Widziałem ich przypadkiem w parku. Trzymał małą ostrożnie, jakby była cudem.
A ja stałem w cieniu drzew i wiedziałem, że jestem tchórzem.
Nie mam odwagi powiedzieć prawdy. Nie mam odwagi żądać testu. Nie mam prawa niszczyć czterech żyć jednym wyznaniem.
Czasem budzę się w nocy i widzę te oczy. Moje oczy. W obcym łóżeczku.
Nie wiem, co jest gorsze – kłamstwo, w którym żyję, czy prawda, która mogłaby wszystko spalić.
Wiem tylko jedno.
Krótki romans nigdy nie jest krótki.
Czasem trwa całe życie.
To też może cię zainteresować: Krystyna Pawłowicz i ostre słowa o Nawrockiej. W sieci zawrzało
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Rosół traci smak i wartości przez jeden błąd. Lekarka wskazuje winowajcę