Grażyna ma 52 lata i po śmierci teścia zaczęła przeżywać swoją „trzecią młodość”. Nowe ubrania, wieczorne wyjścia, tajemnicze telefony – przymykaliśmy na to oczy, ciesząc się, że w końcu odzyskała chęć do życia. Do czasu.
Wczorajszego wieczoru Grażyna zwołała „naradę rodzinną”. Siedziała przy stole, nerwowo obracając w palcach szklankę wody.
– Słuchajcie dzieci... – zaczęła, a jej głos drżał w sposób, który nie zwiastował niczego dobrego. – Będziecie mieć rodzeństwo. Jestem w ciąży.
Mój mąż, Bartek, niemal spadł z krzesła. Ja poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Grażyna w tym wieku? W naszym małym domu, gdzie i tak brakuje miejsca? Ale najgorsze miało dopiero nadejść.
– Mamo, gratulacje? – wykrztusił Bartek z wyraźnym trudem. – Ale... kto jest ojcem? Musimy go chyba zawiadomić, zorganizować jakieś spotkanie...
Grażyna spuściła wzrok i nagle zaczęła szlochać.
– No właśnie o to chodzi... Ja nie wiem, Bartek. Nie wiem, który to. Ostatnie miesiące były takie... intensywne. Był ten instruktor z sanatorium, potem ten pan z wieczorków tanecznych, no i jeszcze ten sąsiad z działki, który pomagał mi przy altance.
Zapadła cisza tak gęsta, że można ją było kroić nożem. Moja teściowa, oaza spokoju i przykładna wdowa, zaszła w ciążę i nawet nie potrafiła wskazać mężczyzny, który powinien teraz brać za nią odpowiedzialność.
– I co teraz zamierzasz? – zapytałam, czując narastającą wściekłość. – My pracujemy na dwa etaty, ledwo spłacamy kredyt, a ty wprowadzasz do tego domu dziecko, o którym nic nie wiemy? Kto je utrzyma? Kto będzie wstawał w nocy? Ty, ze swoim kręgosłupem, czy ja, bo „przecież jestem młodsza”?
– Jak możesz być tak bezduszna! – krzyknęła Grażyna, rzucając we mnie serwetką. – To cud życia! Bartek, powiedz jej coś! To twój brat albo siostra! Będziemy wielką rodziną, musimy się tylko trochę ścisnąć w pokojach.
Wtedy zrozumiałam, że Grażyna nie widzi problemu. Dla niej to była kolejna przygoda, za której konsekwencje zapłacimy my. Już widziałam te niekończące się badania DNA, alimenty od nieznanych sprawców i naszą sypialnię zamienioną w składzik na pieluchy.
– Bartek, wybieraj – powiedziałam spokojnie, wstając od stołu. – Albo twoja matka znajdzie sposób na samodzielne życie z tym dzieckiem, albo ja się wyprowadzam. Nie mam zamiaru być nianią dla mojej teściowej, która pogubiła się we własnej „młodości”.
Teściowa przeszła samą siebie. Zrobiła z naszego domu pośmiewisko na całą okolicę, a teraz oczekuje, że będziemy bić brawo jej nieodpowiedzialności. To nie jest cud życia – to jest wyrok na nasze małżeństwo, podpisany przez kobietę, która zapomniała, ile ma lat.
To też może cię zainteresować: Zmiany w NFZ mogą zmienić zasady leczenia. Kto zapłaci więcej
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. "Córka twierdzi, że mam obowiązek zajmować się wnukiem": Powiedziałam "nie", bo ani mi w głowie powrót do pieluch i kaszek