Zawsze uważałam ją za wrażliwe dziecko, które płacze nad każdą skaleczoną biedronką. Kiedy pojechaliśmy odwiedzić mojego tatę w domu opieki, miałam nadzieję, że jej obecność choć na chwilę przywróci mu blask w oczach.
Mój tata leżał bezwładnie, otoczony aparaturą, która wydawała rytmiczne, metaliczne dźwięki. Pokój wypełniał ciężki zapach lekarstw i starości. Maja stała przy łóżku, trzymając w rączce kolorowy rysunek, który przygotowała w szkole. Ale nie położyła go na szafce dziadka. Patrzyła na niego z dziwnym, dorosłym skupieniem, jakby analizowała coś, czego ja nie potrafiłam dostrzec.
Dziadek próbował coś powiedzieć, ale z jego ust wydobył się tylko cichy świst. Wyglądał przerażająco – chudy, obcy, z zapadniętymi policzkami.
Wyszliśmy z sali. Szłam przodem, ocierając łzy rękawem swetra. Czułam się rozdarta między bólem a obowiązkiem. Maja szła za mną, tupiąc swoimi małymi bucikami o lśniące gumoleum korytarza.
Kiedy wsiadłyśmy do windy, Maja pociągnęła mnie za dłoń. Spojrzałam na nią, spodziewając się pytania: „Mamo, czy dziadek wyzdrowieje?” albo „Dlaczego on tak wygląda?”. Zamiast tego, jej dziecięcy głosik brzmiał nienaturalnie spokojnie.
Powiedziała tylko dwa zdania:
– Mamo, po co tu przychodzimy, skoro on już jest prawie zepsuty? Przecież stare rzeczy po prostu się wyrzuca, żeby nie zajmowały miejsca.
Zamarłam. To nie był wybuch złości. To była czysta, przerażająca konstatacja faktu. Maja nie widziała w dziadku człowieka, który uczył ją jeździć na rowerze. Widziała w nim przedmiot, który przestał działać.
Przez całą drogę do domu nie mogłam wykrztusić słowa. Patrzyłam w lusterko wsteczne na jej spokojną twarz, gdy nuciła pod nosem jakąś bajkową piosenkę. Te dwa zdania, wypowiedziane tym słodkim, dziecięcym głosem, wyryły się w mojej głowie jak wyrok.
Zrozumiałam, że jeśli dla ośmiolatki chory dziadek jest tylko „zepsutą rzeczą”, to ja dla niej też nią będę, gdy tylko na mojej twarzy pojawi się zbyt wiele zmarszczek, a moje dłonie zaczną drżeć. To nie był brak empatii, to był brak zrozumienia, że człowiek ma duszę, która nie psuje się wraz z ciałem.
To też może cię zainteresować: Krzysztof Jackowski ma nową wizję. Ostrzega Polaków przed zmianami
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. "Teściowie zrobili test DNA, bo nie wierzyli, że to dziecko ich syna": Gdy przyszły wyniki, w domu zapadła grobowa cisza