Przez dwadzieścia dwa lata sprzątałam cudze domy w Wielkiej Brytanii, odkładając każdy funt z myślą o spokojnej starości. O domu, który znów będzie mój. O pokoju, w którym nie będę już nikomu służyć.

Syn obiecywał, że wszystkiego dopilnuje.

— Mamo, nie martw się. Remont w toku. Odkładamy na przyszłość — mówił przez telefon.

Wierzyłam mu. Przecież to moje dziecko.

Drzwi domu otworzyły się z trudem. Zamek był uszkodzony, farba na futrynie łuszczyła się jak stara skóra. W środku uderzył mnie zapach stęchlizny i alkoholu. Nie było nowych mebli, nie było odnowionych ścian. Były za to puste butelki, telewizor większy niż ten, który widziałam kiedykolwiek w Anglii, i kanapa, na której spała obca mi kobieta — moja synowa.

— A ty… tak wcześnie? — zapytała, nie wstając.

Serce zaczęło mi bić nierówno.

— Gdzie są pieniądze? — wyszeptałam.

Zapadła cisza. Syn spuścił wzrok. Wtedy zrozumiałam, że odpowiedź będzie gorsza niż wszystko, czego się bałam.

— No wiesz, mamo… życie jest drogie. Były raty, wakacje, trochę problemów… — mówił, jakby tłumaczył się z opóźnionego rachunku, nie z dwudziestu dwóch lat mojej harówki.

Usiadłam na krześle, które pamiętało moje młode lata. Pieniądze, które miały zapewnić mi godność, zniknęły. Każda godzina pracy, każdy ból kręgosłupa, każda samotna Wigilia w obcym kraju — wszystko zostało roztrwonione na zachcianki i wygodę innych.

— A ja? — zapytałam w końcu. — Gdzie mam teraz żyć?

Syn milczał. Synowa wzruszyła ramionami.

Tamtego dnia zrozumiałam coś strasznego: można poświęcić życie dla dziecka, a i tak wrócić do pustego domu. Zostałam sama, bez pieniędzy, bez planu, bez złudzeń. Ale z jedną, bolesną prawdą — starość nie boli najbardziej wtedy, gdy brakuje sił. Boli wtedy, gdy zawiedzie miłość, w którą wierzyło się bezwarunkowo.

To też może cię zainteresować: Z życia wzięte. "Przypadkiem z mężem odkryliśmy, że moja matka żebrze": Wstyd mnie zżera

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. "Moja teściowa śledzi, kiedy mam okres": To oburzające, ale ona tłumaczy, że chce wnuków