Kiedy zobaczyliśmy na teście ciążowym dwie kreski, oszaleliśmy ze szczęścia. Cały nasz świat kręcił się wokół rozwijającego się pod moim sercem maleństwa. Całą ciążę czułam się dobrze. Nie znaliśmy płci dziecka przez długi czas. Dopiero trzecie badanie USG zdradziło, że na świecie pojawi się dziewczynka.

Przygotowywaliśmy się z mężem do jej narodzin i wybieraliśmy imię. Każde z nas zastanawiało się, jak będzie wyglądać dziecko. Byliśmy pewni, że będzie piękna i o niebieskich oczach, bo takie mamy i my. „Najważniejsze, żeby nie miała takiego kartoflanego nosa jak mój” powiedział mój mąż. Ja nie myślałam o nosie. Dla mnie najważniejsze było, żeby nasza córka urodziła się zdrowa.

Kobieta w ciaży/YouTube @Planeta Faktów
Kobieta w ciaży/YouTube @Planeta Faktów

Poród był bolesny, ale kiedy przytuliłam córkę, o wszystkim zapomniałam. Kiedy na nią spojrzałam, zapytałam lekarzy, czy się nie pomylili, bo to nie może być moje dziecko. Córka w ogóle nas nie przypominała. Jej rysy twarzy były bardziej azjatyckie niż europejskie. Jak mogło to być nasze dziecko?

Przecież nigdy nie zdradziłam męża. Jak to możliwe, że nasze dziecko jest tak bardzo do nas niepodobne? Poczęliśmy dziecko w sposób naturalny – bez zapłodnienia in vitro. W zasadzie nie było szans, żeby pomylili dziecko, bo byłam sama na sali porodowej. Kim więc jest moje dziecko?

Lekarz wyjaśnił, że to sprawa genów i widać w którejś z rodzin musiał być taki, a nie inny genotyp. Kiedy mój mąż zobaczył naszą córkę, od razu złożył pozew o rozwód. Nie chciał mnie w ogóle słuchać. Był pewny, że go zdradziłam. Poprosiłam go, żeby zgodził się na testy DNA, które potwierdziłyby jego ojcostwo, ale odmówił. Stwierdził, że szkoda na to pieniędzy, bo „wszystko widać gołym okiem”.

Niespodziewanie odwiedził nas dziadek mojego męża. Nawet do niego dotarł rodzinny skandal. Przyznał, że ojciec mojego męża został adoptowany, a właściwie przygarnięty. Matka porzuciła go w lesie na pewną śmierć. Nie chciała sama wychować dziecka, bo jego ojciec, obcokrajowiec zniknął. Chłopiec był kopią swojej mamy i stąd nie miał problemu z adaptacją.

Chłopiec miał szczęśliwe dzieciństwo w swojej nowej rodzinie. Do dziś nikt nie poznałby rodzinnej tajemnicy, gdyby nie gen, który ujawnił się w trzecim pokoleniu.

Mama i dzieko/YouTube @Czas na historię
Mama i dzieko/YouTube @Czas na historię

Obyło się bez rozwodu. Oboje bardzo kochamy naszą córkę, ale wciąż nie mogę do końca pogodzić się z tym, że mój mąż nie uwierzył mi na słowo, że nigdy go nie zdradziłam.

To też może cię zainteresować: Z życia wzięte. Zdradziłam synowi i synowej swoje plany. Nie byli zadowoleni

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Niesamowite wieści przekazane w "Teleexpressie". Program ma powody do świętowania

O tym się mówi: Wyszło na jaw, co widzowie TVP naprawdę myślą o rewolucyjnych zmianach w „Pytaniu na Śniadanie”. Badania sondażowe dały zaskakujący wynik. O co chodzi