Gwałtowny front burzowy przyniósł intensywne opady deszczu, grad, silny wiatr i wyładowania atmosferyczne. Najtrudniejsza sytuacja panowała na południu i wschodzie Polski. W sieci pojawiają się zdjęcia powalonych drzew, zalanych ulic i uszkodzonych dachów.

Polska znów zmaga się ze skutkami gwałtownej pogody. Po upalnych dniach nad częścią kraju przeszły silne burze, które miejscami zamieniały się w prawdziwe nawałnice. Żywioł łamał drzewa, uszkadzał budynki, zalewał ulice i zmuszał służby do licznych interwencji.

Największe szkody odnotowano na Śląsku, Lubelszczyźnie i Podkarpaciu. To właśnie tam mieszkańcy publikowali najbardziej dramatyczne zdjęcia i nagrania. Widać na nich połamane konary, drzewa wyrwane z korzeniami, wodę płynącą ulicami i samochody próbujące przejechać przez ogromne rozlewiska.

Front burzowy uderzył wieczorem i w nocy

Najtrudniejsze godziny przypadły na wieczór i noc. Przez wiele regionów przetaczały się komórki burzowe niosące nawalny deszcz, grad i porywisty wiatr. W niektórych miejscach pogoda zmieniała się błyskawicznie.

Najpierw pojawiały się mocne podmuchy, później ściana deszczu, a chwilami także grad. W takich warunkach wystarczy kilka minut, by doszło do poważnych szkód. Drzewa pękają, dachy nie wytrzymują naporu wiatru, a kanalizacja deszczowa nie nadąża z odbiorem wody.

To właśnie dlatego po przejściu burz strażacy i służby miejskie miały pełne ręce pracy.

Podkarpacie: zerwane dachy i ewakuacja mieszkańców

Na Podkarpaciu strażacy wyjeżdżali przede wszystkim do powalonych drzew, zalanych posesji i uszkodzonych dachów. Szczególnie trudna sytuacja była w Stalowej Woli.

Nad miastem utworzyła się silna komórka burzowa. Najmocniej ucierpiały osiedla Rozwadów i Piaski. Wiatr był tak silny, że uszkodził dach jednego z budynków. Jedno mieszkanie znajdujące się bezpośrednio pod naruszoną częścią konstrukcji trzeba było ewakuować.

Mieszkańcom zapewniono tymczasowe miejsce pobytu. Dla rodziny to ogromny stres — jeszcze chwilę wcześniej była zwykła burzowa noc, a po kilku minutach okazało się, że do mieszkania nie można bezpiecznie wrócić.

Lubelszczyzna po nawałnicy. Drzewa, dachy i zalane ulice

Burze nie ominęły także Lubelszczyzny. W miejscowości Ulhówek silny wiatr zerwał dachy z dwóch budynków mieszkalnych. Na szczęście nie przekazano informacji o osobach poszkodowanych.

Groźnie było również w Dęblinie. Nawałnica połamała konary, a część drzew została powalona. Uszkodzone zostały samochody i budynki. Takie szkody pokazują, że nawet krótkie uderzenie wiatru może mieć bardzo poważne skutki.

Najmocniej ucierpiał rejon Puław, dla którego wydano alerty najwyższego stopnia. Woda wybijała ze studzienek, zalewała część ulic, a w niektórych miejscach leżały połamane drzewa. Mieszkańcy opisywali sceny, które bardziej przypominały skutki gwałtownego oberwania chmury niż zwykłej letniej burzy.

Śląsk: podtopienia, grad i przerwy w dostawie prądu

Dramatyczne relacje napływały także ze Śląska. Część mieszkańców Rybnika wieczorem nie miała prądu. W Chorzowie intensywna ulewa doprowadziła do podtopień, a na nagraniach z regionu widać samochody i autobusy miejskie przedzierające się przez głębokie kałuże.

W Katowicach mieszkańcy obserwowali gęstą ścianę deszczu i bardzo mocne wyładowania atmosferyczne. W mediach społecznościowych pojawiały się określenia sugerujące, że żywioł przypominał „tajfun”.

Na Śląsku Cieszyńskim doszło do gradobicia. W Żywcu silny wiatr zerwał część dachu na jednym z budynków. W Marklowicach koło Wodzisławia Śląskiego zalana została ulica Wyzwolenia, którą trzeba było wyłączyć z użytkowania.

Drzewa wyrwane z korzeniami. To obraz po przejściu żywiołu

Najbardziej wymowne są zdjęcia drzew, które nie tylko zostały połamane, ale wręcz wyrwane z korzeniami. Takie obrazy pokazują skalę siły wiatru. Jeśli żywioł jest w stanie powalić duże drzewo, zagrożone są samochody, dachy, linie energetyczne, ogrodzenia i piesi.

Po burzy szczególnie niebezpieczne są nadłamane konary. Nie zawsze spadają od razu. Mogą wisieć jeszcze przez jakiś czas, a potem runąć bez ostrzeżenia. Dlatego po przejściu wichury nie należy spacerować pod uszkodzonymi drzewami ani parkować pod nimi samochodów.

Trzeba też uważać na mokre nawierzchnie, błoto, zerwane przewody i elementy budynków oderwane przez wiatr.

Zalane ulice i wybite studzienki

Intensywny deszcz był drugim wielkim problemem po silnym wietrze. W miastach woda bardzo szybko zaczyna gromadzić się na ulicach, bo asfalt i beton ograniczają naturalne wsiąkanie opadów w ziemię.

Gdy deszcz pada zbyt mocno, kanalizacja deszczowa nie nadąża. Wtedy woda wybija ze studzienek, zalewa jezdnie, chodniki, piwnice, garaże i niżej położone posesje.

Kierowcy powinni w takich sytuacjach zachować szczególną ostrożność. Wjeżdżanie w głęboką wodę może skończyć się uszkodzeniem auta. Z daleka trudno ocenić, jak głęboka jest kałuża i czy pod wodą nie ma uszkodzonej nawierzchni.

Strażacy mieli pełne ręce pracy

Po przejściu frontu strażacy wyjeżdżali do usuwania drzew, zabezpieczania uszkodzonych dachów i wypompowywania wody. Takie działania są szczególnie trudne, gdy odbywają się po zmroku, przy mokrych nawierzchniach i ryzyku kolejnych burz.

Każda interwencja wymaga oceny zagrożenia. Inaczej zabezpiecza się zerwany dach, inaczej powalone drzewo na drodze, a inaczej zalaną piwnicę, w której mogą znajdować się instalacje elektryczne.

Dlatego mieszkańcy nie powinni utrudniać pracy służbom. Robienie zdjęć z bliska, wchodzenie na odgrodzony teren albo samodzielne usuwanie dużych konarów może skończyć się wypadkiem.

To też może cię zainteresować: Z życia wzięte. "Ożeniłem się z kobietą młodszą o 35 lat": Dopiero później odkryłem, po co naprawdę weszła do mojego życia

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Burza po wpisie Anny Lewandowskiej. Psycholog nie wytrzymał