Służby zostały wezwane tuż przed godziną 22, a na miejsce skierowano liczne zastępy straży pożarnej. Sytuacja była szczególnie poważna, bo dym pojawił się w części budynku, w której przebywały noworodki.
Według Radia ESKA konieczne było przeniesienie 27 noworodków na niższe kondygnacje. RMF FM podaje z kolei, że na oddziale znajdowało się łącznie 27 dzieci, a ewakuowano 16 małych pacjentów z sal, do których dotarł dym i gdzie pojawiło się ryzyko zatrucia.
Dym pojawił się między piętrami
Największym wyzwaniem dla służb było ustalenie źródła zadymienia. Dym rozchodził się między kondygnacjami, co utrudniało szybkie zlokalizowanie miejsca awarii. W działaniach brało udział 11 zastępów straży pożarnej, a akcja trwała kilka godzin.
Personel medyczny nie czekał na rozwój sytuacji. Dzieci zostały przeniesione w bezpieczne miejsce, a działania prowadzono tak, by ograniczyć ryzyko kontaktu noworodków z dymem.
Dzieciom nic się nie stało
Najważniejsza informacja jest taka, że dzieci nie ucierpiały. Po zakończeniu działań i sprawdzeniu warunków na oddziale mogły wrócić na swoje sale. Przez całą noc prowadzono specjalistyczne pomiary jakości powietrza, które miały potwierdzić, czy powrót pacjentów jest bezpieczny.
Poszkodowane zostały natomiast dwie osoby z personelu medycznego. Według Radia ESKA pracownicy skarżyli się na zawroty głowy i wymagali pomocy lekarza.
Prawdopodobna przyczyna zadymienia
Pierwsze ustalenia wskazują na awarię instalacji elektrycznej. Radio ESKA informuje o podejrzeniu zwarcia w wentylatorowni, natomiast RMF FM podaje, że na drugim piętrze oddziału dziecięcego doszło do zwarcia przewodów elektrycznych lampy. Według RMF nie doszło do rozwiniętego pożaru, ale zwarcie spowodowało bardzo duże zadymienie.
Dokładne okoliczności zdarzenia będą wymagały dalszego sprawdzenia. W takich sytuacjach kluczowe jest ustalenie, gdzie powstało zadymienie, jak rozprzestrzenił się dym i czy instalacja wymaga dodatkowych napraw lub zabezpieczeń.
Akcja zakończyła się nad ranem
Działania strażaków trwały do około godziny 3 nad ranem. Dopiero po wykonaniu pomiarów i upewnieniu się, że powietrze jest bezpieczne, możliwy był powrót dzieci na oddział.
Szybka reakcja personelu i służb miała tu kluczowe znaczenie. W przypadku oddziału noworodkowego nawet krótkotrwałe zadymienie oznacza poważne zagrożenie, dlatego decyzja o przeniesieniu dzieci musiała zapaść natychmiast.
Szpital uniknął najgorszego
Nocny alarm w Centrum Zdrowia Matki Polki pokazał, jak szybko rutynowa praca szpitala może zamienić się w akcję ratunkową. Dym, ewakuacja noworodków, poszkodowani pracownicy i wielogodzinne działania straży stworzyły sytuację wymagającą pełnej mobilizacji.
Na szczęście dzieci są bezpieczne. Teraz najważniejsze będzie ustalenie dokładnej przyczyny zadymienia i sprawdzenie, czy podobne zagrożenie nie powtórzy się w przyszłości.
To też może cię zainteresować: Burza wokół planu prezydenta Karola Nawrockiego. Nawet w jego obozie nie ma zgody
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Kaucja za kierowcę po wypadku Litewki. Prokuratura ujawnia nowe informacje