O zakończeniu małżeństwa poinformowali we wspólnym oświadczeniu opublikowanym 14 kwietnia. Podkreślili w nim, że choć rozstali się jako para, nadal łączą ich szacunek, przyjaźń i wspólna odpowiedzialność za córkę Zosię. Para jest razem od ponad dwóch dekad, a ich córka urodziła się w 2006 roku.


Właśnie dlatego reakcja fanów była tak gwałtowna. Marcin Prokop od lat bardzo konsekwentnie oddziela życie zawodowe od prywatnego, a Maria Prażuch-Prokop pozostawała raczej na uboczu medialnego świata. Nawet informacje o ich ślubie w 2011 roku w Lizbonie przez lata funkcjonowały na marginesie show-biznesu, bo sami zainteresowani unikali rozgłosu.


Wspólny komunikat był krótki, ale bardzo wyraźny


W oświadczeniu byli partnerzy zaznaczyli, że nie chcą budować wokół tej decyzji sensacji. Napisali: "Dobre rozstanie" brzmi jak oksymoron, ale — jak się okazuje — jest całkiem możliwe. Ten fragment najmocniej wybrzmiał w medialnych relacjach, bo dobrze oddawał ton całego komunikatu: bez publicznych pretensji, bez wzajemnych oskarżeń i bez podsycania plotek.


Po rozstaniu uwaga internautów przeniosła się na Marię Prażuch-Prokop


Kilka dni po publikacji oświadczenia Maria Prażuch-Prokop zauważyła wyraźny wzrost zainteresowania swoim profilem na Instagramie. Sama odniosła się do tego z dystansem i humorem. W jednym z wpisów przyznała wprost: "Wiadomo, źródło nagłego wzrostu jest czymś innym niż czyste, organiczne zainteresowanie jogą". To krótkie zdanie szybko zaczęło krążyć po mediach, bo pokazało, że doskonale rozumie, skąd nagłe zainteresowanie jej osobą, ale nie zamierza robić z tego dramatu.


To ważny sygnał, bo Maria Prażuch-Prokop nie próbowała odpowiadać na plotki kolejnymi szczegółami z życia prywatnego. Zamiast tego skierowała uwagę na to, czym zajmuje się na co dzień, czyli jogę i rozwój osobisty. Z relacji mediów wynika, że potraktowała ten napływ nowych obserwatorów jako okazję, by przekuć medialny szum w coś pożytecznego i bliższego jej własnemu światu.


Plotki pojawiły się błyskawicznie, ale jedna z nich została szybko ucięta


Jak to zwykle bywa przy głośnych rozstaniach, w sieci bardzo szybko pojawiły się spekulacje o możliwej „trzeciej osobie”. Najmocniej rozszedł się wątek rzekomego romansu Marcina Prokopa z Mery Spolsky. Temat zaczął żyć własnym życiem, ale sama wokalistka zdecydowała się zareagować od razu na antenie „Dzień Dobry TVN”.


W programie powiedziała: "Ja tutaj przyszłam zdementować wszelkie plotki o moim romansie z Marcinem Prokopem, ponieważ jestem z Mateuszem Golisem, który jest operatorem, z którym robimy razem klipy, sesje zdjęciowe, więc chętnie o nim mówię. Nie ukrywam, że on to był taki motywator, żeby się w tym sporcie zakochać, bo Mateusz jest sportowcem, on kiedyś trenował szermierkę zawodowo".

To szybkie sprostowanie sprawiło, że temat rzekomego romansu praktycznie natychmiast stracił impet.


Najbardziej uderza nie sensacja, lecz sposób, w jaki obie strony to rozegrały


W całej tej historii najmocniej wybija się nie sam fakt rozstania, lecz ton, w jakim został zakomunikowany. Zamiast publicznego konfliktu pojawiło się spokojne oświadczenie. Zamiast wzajemnych zarzutów pojawiło się podkreślenie szacunku. A gdy fala zainteresowania przeniosła się na Marię Prażuch-Prokop, ona sama odpowiedziała na nią lekko i bez demonstracyjnego oburzenia.


Właśnie dlatego temat wzbudził tak duże emocje. Dla wielu osób był to nie tylko koniec długoletniego związku znanej pary, ale też zderzenie z rzadkim dziś w show-biznesie obrazem rozstania bez publicznej wojny. I być może właśnie ten spokój sprawił, że internauci zaczęli przyglądać się Marii Prażuch-Prokop uważniej niż kiedykolwiek wcześniej.

To też może cię zainteresować: Andrzej Piaseczny pokazał, jak żyje naprawdę. Tego nikt się nie spodziewał

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Nie wszyscy seniorzy dostali wyższą emeryturę. ZUS zostawił 87 tys. świadczeń bez zmian