Myliłam się. Grażyna od początku nie mogła znieść, że jej syn, Tomek, zaczął układać sobie życie według moich zasad, a nie jej wskazówek.
Tydzień po parapetówce Grażyna wpadła do nas bez zapowiedzi. Nie przyniosła kwiatów ani ciasta. Przyniosła wiadomość, która brzmiała jak wyrok.
– Słuchajcie, podjęłam decyzję – ogłosiła, siadając w naszym nowym salonie. – Moja matka, a babcia Tomka, nie może już mieszkać sama. Wymaga całodobowej opieki. Ja mam chore stawy, nie dam rady. Zamieszka u was od przyszłego poniedziałku. Macie przecież ten dodatkowy pokój, który planowaliście na biuro.
Zamarłam. Babcia Helena była osobą schorowaną, cierpiącą na zaawansowaną demencję. Wymagała nie tylko karmienia, ale i stałej higieny, dźwigania i czujności w nocy. My oboje pracowaliśmy po dziesięć godzin dziennie.
– Mamo, to niemożliwe – zaczął Tomek, ale Grażyna natychmiast mu przerwała, uderzając w najwyższe tony.
– Jak to niemożliwe? To twoja krew! Chcesz ją oddać do umieralni? Magda – spojrzała na mnie z mściwym błyskiem w oku – przecież ty tak bardzo kochasz rodzinę. Teraz masz okazję się wykazać. Chyba nie jesteś taką egoistką, żeby skazywać starą kobietę na samotność, bo chcesz mieć „biuro”?
Wiedziałam, co robi. Grażyna doskonale wiedziała, że opieka nad babcią zniszczy naszą intymność, zabierze nam wolny czas i wpędzi nas w wieczne zmęczenie. Chciała nas „uwiązać” w domu, żebyśmy przestali wyjeżdżać, cieszyć się sobą i – co najważniejsze – żebyśmy poczuli ciężar, który ona sama zrzucała ze swoich barków.
Babcia przyjechała. W ciągu kilku dni nasz dom przestał być azylem. Zapach leków i detergentów wgryzł się w ściany. Nocne krzyki babci, która w swojej chorobie nie wiedziała, gdzie jest, budziły nas co dwie godziny. Tomek chodził do pracy jak cień, a ja płakałam w łazience, próbując zmyć z siebie poczucie winy, że czuję do tej biednej kobiety niechęć zamiast litości.
A Grażyna? Wpadała raz w tygodniu w nienagannym kostiumie.
– Widzicie, jak jej u was dobrze? – mówiła, gładząc babcię po ręce. – Od razu odżyła. Magda, mogłabyś częściej przecierać tu kurze, babcia ma alergię. Cieszę się, że w końcu dorosłaś do roli prawdziwej żony i opiekunki ogniska domowego.
W jej głosie nie było troski o matkę. Był triumf. Patrzyła na nasze podkrążone oczy i nieporządek w kuchni z satysfakcją kogoś, kto właśnie wygrał wojnę.
Wszystko pękło wczoraj. Wróciłam z pracy i zastałam babcię płaczącą na podłodze w przedpokoju, a Tomka próbującego ją podnieść ze łzami bezradności w oczach. Zadzwoniłam do teściowej.
– Pani Danuto, proszę przyjechać. Teraz.
Kiedy weszła, uśmiechnięta i pewna siebie, po prostu pokazałam jej torbę z rzeczami babci.
– Koniec tego teatru – powiedziałam spokojnie. – Wiemy, po co to pani zrobiła. Nie z miłości do mamy, tylko żeby zniszczyć nasze życie, bo nie mogła pani znieść naszego szczęścia. Albo zabierze pani mamę do siebie, albo wspólnie sfinansujemy najlepszy prywatny ośrodek opieki, gdzie babcia będzie miała fachową pomoc, której my nie jesteśmy w stanie jej dać. Ale ona tu nie zostanie ani minuty dłużej jako pani narzędzie tortur.
Grażyna zaczęła krzyczeć o bezduszności, o braku serca, ale wtedy odezwał się Tomek.
– Mamo, dość. Magda ma rację. Jeśli tak bardzo się o nią boisz, weź ją do swojego mieszkania. Masz dwa wolne pokoje i mnóstwo czasu. Dlaczego tego nie zrobisz?
Zapadła cisza. Teściowa nie miała odpowiedzi. Okazało się, że jej „wielka miłość” do matki kończy się tam, gdzie zaczyna się konieczność zmiany pieluchy.
Wygraliśmy walkę o nasz dom, ale cena była wysoka. Babcia trafiła do dobrego ośrodka, gdzie w końcu ma opiekę specjalistów, a nie dwojga przerażonych amatorów. Z teściową nie rozmawiamy. Zrozumiałam jedno: są ludzie, którzy potrafią wykorzystać nawet chorobę najbliższych, byle tylko uderzyć w tych, których nie mogą kontrolować.
To też może cię zainteresować: Polacy wskazali najlepszego prezydenta. Które miejsce zajął Karol Nawrocki
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. "Mama szuka faceta zamiast zajmować się moimi dziećmi": Po prostu wstyd