Szukałam ulubionego kubka — tego z pękniętym uchem, który dostałam od męża jeszcze przed ślubem. Zawsze stał na górnej półce. Zawsze. Tym razem go nie było.

Pomyślałam, że może go stłukłam i zapomniałam. Zdarza się. Życie biegnie szybko, człowiek nie wszystko pamięta.

Ale potem zniknęła srebrna łyżeczka po babci. Potem ręczniki. Potem stary album ze zdjęciami. Aż w końcu otworzyłam szafę i zobaczyłam puste miejsce po kurtce, którą nosiłam tylko „na lepsze wyjścia”.

Serce zaczęło mi walić.

Mama miała klucz do mojego domu. „Na wszelki wypadek” — mówiła. Żeby podlewać kwiaty, gdy wyjadę. Żeby zajrzeć, czy wszystko w porządku. Przez lata ufałam jej bezgranicznie. To przecież mama.

Zadzwoniłam do niej.

— Mamo… byłaś dziś u mnie? — zapytałam ostrożnie.

— Byłam — odpowiedziała bez wahania. — A co?

— Znikają mi rzeczy.

Zapadła krótka cisza. Potem westchnęła, jakby to ja była problemem.

— No wzięłam parę drobiazgów — powiedziała spokojnie. — Siostrze się przydadzą.

Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy.

— Wzięłaś… z mojego domu? Bez pytania?

— Nie przesadzaj — prychnęła. — To przecież rodzina. Ty masz, ona nie ma.

To zdanie słyszałam całe życie.

„Ty masz, ona nie ma.”
„Ty sobie poradzisz.”
„Ty jesteś silniejsza.”

Byłam tą „rozsądną”. Tą „bezproblemową”. Tą, której można zabrać, bo nie robi awantur.

Pojechałam do siostry jeszcze tego samego dnia. Otworzyła drzwi w mojej kurtce. Tej samej, która zniknęła z mojej szafy.

— Skąd to masz? — zapytałam drżącym głosem.

Wzruszyła ramionami.

— Mama dała.

— To są moje rzeczy.

Uśmiechnęła się pobłażliwie, jak do dziecka, które nie rozumie świata.

— Normalnie. Przecież mama może. Jesteśmy rodziną.

Rodziną.

— Weszła do mojego domu i mnie okradła — powiedziałam. — A ty to akceptujesz.

— Okradła? — zaśmiała się. — Przestań dramatyzować. Ty zawsze robisz problem z niczego. Mama tylko wyrównuje.

— Co wyrównuje?! — krzyknęłam.

— Niesprawiedliwość — odpowiedziała chłodno. — Ty masz męża, dom, stabilność. Ja miałam gorzej. Mama pomaga mi, jak umie.

Zrozumiałam wtedy coś strasznego.

Dla nich mój dom nie był moim domem. Był magazynem. Rezerwą. Zapleczem dla „tej biedniejszej”.

Wróciłam do siebie i zaczęłam chodzić po mieszkaniu jak po obcym miejscu. Każda szafka wydawała mi się naruszona. Każdy kąt — zdradzony. To nie były tylko rzeczy. To były moje wspomnienia, moje granice, moje bezpieczeństwo.

Zadzwoniłam do mamy.

— Oddaj klucze — powiedziałam.

— Co?! — oburzyła się. — Jak możesz mi coś takiego zrobić?

— To ty mi to zrobiłaś — odpowiedziałam. — Wchodziłaś do mojego domu i wynosiłaś rzeczy bez mojej zgody.

— Bo jesteś egoistką! — krzyknęła. — Zawsze byłaś! Myślisz tylko o sobie!

Słuchałam jej i nagle wszystko się ułożyło w jedną całość: dzieciństwo, w którym zawsze ustępowałam. Prezenty, które oddawałam siostrze. Pieniądze, które „pożyczałam” i nigdy nie wracały. Moje łzy, które nikogo nie obchodziły.

— Nie — powiedziałam spokojnie. — Ja tylko pierwszy raz myślę o sobie.

Zapadła cisza. Potem rozłączyła się bez słowa.

Wieczorem zamieniłam zamki. To była najtrudniejsza i jednocześnie najbardziej wyzwalająca decyzja w moim życiu. Stałam w progu i płakałam — nie z żalu po rzeczach, ale po matce, którą chciałam mieć, a której nigdy nie miałam.

Następnego dnia siostra napisała:
„Nie rób afery. To normalne.”

Normalne.

Nie. Normalne nie jest okradanie własnego dziecka. Normalne nie jest zabieranie jednemu, żeby zadowolić drugie. Normalne nie jest mówienie, że miłość polega na tym, że masz się zgodzić na krzywdę.

Najbardziej dramatyczne w tej historii nie było to, że moja mama mnie okradała.

Najbardziej dramatyczne było to, że przez lata wmówiono mi, że powinnam się na to godzić — bo „tak jest w rodzinie”.

To też może cię zainteresować: Z życia wzięte. "Całe życie pracowałam dla dobra rodziny": Robiłam wszystko dla syna i wnuków, a oni oddali mnie do domu opieki

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. "Mama wyjechała na zarobki do Wielkiej Brytanii": Miała wrócić z pieniędzmi na mieszkanie, a wróciła w ciąży