Jednego słowa, które potrafi zmiękczyć najtwardsze serce. Wnuk zadzwonił pierwszy raz wieczorem, trochę za późno jak na dziecko. Na ekranie wyświetliło się jego imię, a ja jeszcze zdążyłam pomyśleć, że może chce się pochwalić oceną albo opowiedzieć o czymś z przedszkola.
— Babciu… — powiedział cichutko. — A mogę cię o coś poprosić?
Serce mi podskoczyło.
— Oczywiście, kochanie. Co się stało?
Zawahał się. Słyszałam w tle oddech dorosłego. Jakby ktoś stał obok i pilnował.
— Bo… ja bardzo potrzebuję… nowy plecak. Taki… jak mają chłopaki. I mama mówi, że… że może babcia pomoże.
„Może babcia pomoże.”
To nie była prośba dziecka. To było zdanie dorosłego włożone w dziecięce usta.
— A tata? — zapytałam odruchowo.
— Tata jest zmęczony… — wyszeptał. — A mama mówi, że babcia lubi dawać prezenty.
Lubi.
Jakby moja miłość była hobby.
Mąż siedział obok i słuchał, a ja w tej sekundzie poczułam coś dziwnego: radość, że wnuk dzwoni… i ukłucie, że ktoś go używa.
— Dobrze, kochanie — powiedziałam miękko. — Kupimy ci plecak. Jaki chcesz?
Wnuk natychmiast odetchnął, jakby ktoś zdjął mu kamień z klatki.
— Dzięki, babciu! — zawołał i rozłączył się szybko.
Za szybko.
Minęły dwa tygodnie i znowu telefon.
— Dziadku… — tym razem mówił do męża. — Ja… chciałbym iść na basen z kolegami, ale trzeba zapłacić za karnet. Mama mówi, że jak nie pójdę, to będę jedyny…
Mąż spojrzał na mnie. W jego oczach było to samo co we mnie: czułość zmieszana z niepokojem.
Zapłaciliśmy.
Bo kto powie dziecku „nie”, kiedy słyszy w jego głosie wstyd?
Potem było „na wycieczkę szkolną”, „na strój na akademię”, „na korepetycje”, „na nowe buty, bo stare wstyd”.
Za każdym razem dzwonił wnuk. Zawsze trochę niepewnie. Zawsze z tym samym schematem: najpierw „babciu, dziadku, kocham was”, potem „bo ja bardzo potrzebuję”, a na końcu: „mama mówi, że wy możecie”.
I my mogliśmy. Przynajmniej tak nam się wydawało.
Dopiero później zaczęliśmy widzieć więcej.
Raz pojechałam do nich bez zapowiedzi, bo niosłam słoiki z zupą. Otworzyła synowa w szlafroku, pachnąca drogimi perfumami. Za jej plecami stały w przedpokoju dwa pudełka z logo znanej marki. W salonie błyszczał nowy telewizor. Na stole leżał świeży katalog z wakacjami w Egipcie.
A ona wzięła ode mnie torbę z jedzeniem i powiedziała, jakby nic:
— O, super, bo my teraz oszczędzamy.
Oszczędzają.
Czyli: oszczędzają na nasz koszt.
Kilka dni później spotkałam ją przypadkiem pod salonem kosmetycznym. Wychodziła z uśmiechem, z paznokciami zrobionymi „na lustro”, z torebką, której ja nawet nie potrafiłam wymówić.
— Dzień dobry! — powiedziała wesoło, jakbyśmy były koleżankami. — O, a plecak już kupiony?
Zamarłam.
— Skąd wiesz? — zapytałam.
— No… wnuczek mówił — uśmiechnęła się. — On tak się cieszył. Wie pani, dzieci teraz takie wymagające…
To nie była wdzięczność. To była kontrola. Jakby sprawdzała, czy zadanie wykonane.
Wieczorem powiedziałam o tym mężowi.
— Ona robi z nas bankomat — powiedziałam wprost. — I to jeszcze przez dziecko.
Mąż długo milczał, a potem westchnął ciężko.
— Ale jak odmówić wnukowi? — zapytał. — On nie jest winny.
I to było sedno. Ona o tym wiedziała.
Dlatego nie dzwoniła sama. Bo gdyby zadzwoniła i powiedziała: „Pożyczcie tysiąc”, moglibyśmy zapytać: po co, na co, kiedy oddasz. Moglibyśmy powiedzieć: nie.
Ale kiedy dzwoni wnuk, a w głosie ma drżenie, gdy mówi „wstyd”, „wszyscy mają”, „będę jedyny”… wtedy „nie” staje w gardle jak ość.
I tak właśnie działała jej metoda: metoda na wnuczka.
W końcu przyszedł dzień, w którym miarka się przebrała.
Wnuk zadzwonił późnym popołudniem, a ja już po pierwszym „babciu” poczułam napięcie.
— Babciu… mama mówi, że potrzebujemy… pilnie. Bo inaczej będzie źle.
— Co się stało? — zapytałam.
— Bo… trzeba dopłacić do raty za auto — wyszeptał. — Mama mówi, że jak nie dopłacimy, to nam zabiorą i nie będę miał jak jeździć na trening.
Auto.
Nie plecak. Nie buty. Auto.
Serce mi zamarło. I wtedy po raz pierwszy w tym wszystkim usłyszałam coś jeszcze: że ten mały chłopak czuje odpowiedzialność za ratę samochodu dorosłych ludzi.
— Kto ci kazał do mnie dzwonić z takim czymś? — zapytałam cicho.
Zawahał się.
— Mama… — wyszeptał. — Powiedziała, że jak babcia kocha, to pomoże. Bo babcia zawsze pomaga.
Poczułam, jak krew uderza mi do głowy. Ale nie na niego. Na nią.
— Kochanie — powiedziałam, siląc się na spokój — kocham cię najbardziej na świecie. Ale to jest sprawa dorosłych. I nie wolno cię w to mieszać. Daj mamę do telefonu.
Cisza. Potem szuranie. Jakby ktoś przejął słuchawkę.
— Halo? — odezwała się synowa. Jej głos był chłodny, przygotowany.
— Dlaczego każesz dziecku prosić nas o pieniądze? — zapytałam prosto.
— A pani dlaczego robi dramat? — odbiła jak piłkę. — Przecież to rodzina. A rodzina sobie pomaga.
— Pomaga, owszem — powiedziałam. — Ale nie wykorzystuje dziecka jak narzędzia.
Zaśmiała się krótko.
— Pani przesadza. To on sam chciał zadzwonić. On wie, że dziadkowie go kochają.
— Niech pani przestanie — mój głos zadrżał. — Ja wiem, ile pani zarabia. Widziałam pani zakupy, kosmetyczkę, wakacje. Pani ma pieniądze. A mimo to ciągnie pani od nas. I jeszcze robi to przez wnuka.
Jej ton momentalnie stwardniał.
— To nie pani sprawa, na co ja wydaję. A skoro pani zaczyna liczyć, to proszę bardzo: wnuk rośnie, potrzeby rosną. Jak pani nie chce pomagać, to trudno. Tylko proszę pamiętać, kto tu potem będzie płakał.
— Grozi mi pani? — zapytałam.
— Ja mówię fakty — odpowiedziała zimno. — Dziecko będzie zawiedzione.
I wtedy zrozumiałam, że ona liczy na jedno: że ja się przestraszę, że wnuk będzie cierpiał, więc ulegnę. Że będę kupować spokój.
— Nie — powiedziałam cicho. — Od dziś koniec.
— Co koniec? — prychnęła.
— Koniec pieniędzy przez dziecko. Jeśli chce pani o coś prosić, dzwoni pani sama. I jeśli to będzie miało sens — porozmawiamy. Ale jeśli jeszcze raz każesz mu dzwonić i mówić „babcia, bo będzie źle” — to ja mu powiem prawdę. Że to nie on jest problemem. Tylko dorośli.
W słuchawce zapadła cisza. A potem wybuch.
— Pani mi dziecko przeciwko mnie nastawia?! — krzyknęła. — To skandal!
— Skandalem jest to, co pani robi — odpowiedziałam. — Niech pani nie robi z wnuka listonosza z rachunkami.
Rozłączyła się.
Przez dwa dni była cisza. Wnuk nie dzwonił. I to bolało najbardziej, bo wiedziałam, że ona go trzyma. Że pokazuje mu: „widzisz, babcia odmówiła”.
Trzeciego dnia zadzwonił mój syn. Zmęczony, spięty.
— Mamo… co ty odwaliłaś? — zapytał.
— Nie „odwaliłam” — odpowiedziałam spokojnie. — Postawiłam granicę. Twoja żona wyciąga od nas pieniądze dzieckiem. I to musi się skończyć.
— Ona mówi, że ty ją upokorzyłaś — burknął.
— A ty? — zapytałam cicho. — Ty wiesz, że ona wysyłała wnuka po pieniądze na ratę samochodu?
Zamilkł.
I ta cisza była odpowiedzią.
— Synku — powiedziałam łagodnie, ale twardo — ja wam pomogę, kiedy będzie prawdziwa potrzeba. Choroba. Kryzys. Coś realnego. Ale nie będę sponsorować waszych decyzji i luksusów. I nie pozwolę, żeby wnuk był narzędziem.
— Ale on… on się ucieszył z tych rzeczy… — wyjąkał.
— Wiem — odpowiedziałam. — Bo dziecko się cieszy. Tylko dziecko nie powinno płacić za dorosłe ambicje. I ty też nie powinieneś.
Po rozmowie siedziałam długo w kuchni, z rękami na stole. Mąż podszedł, położył dłoń na mojej.
— Dobrze zrobiłaś — powiedział cicho. — Tylko… boję się, że ona odetnie nam wnuka.
— Wiem — odpowiedziałam. — Ale jeśli ulegniemy, to już zawsze będzie robiła to samo. Coraz drożej. Coraz śmielej. A wnuk będzie myślał, że miłość to przelew.
Tydzień później wnuk zadzwonił. Sam. Bez wstępu.
— Babciu… przepraszam — wyszeptał. — Mama się zdenerwowała. Ja nie chciałem…
I wtedy pękło mi serce, ale też poczułam ulgę, że on w ogóle mówi.
— Kochanie — powiedziałam, a głos mi zadrżał — ty nigdy nie musisz przepraszać za to, że kochasz dziadków. Tylko pamiętaj: ty nie jesteś od ratowania dorosłych.
— To… mogę do was przyjechać po prostu? — zapytał cicho.
— Tak — odpowiedziałam. — Po prostu. I właśnie tak ma być.
I to był mój największy dramat: że musiałam stanąć przeciwko synowej, żeby ochronić wnuka… przed metodą, która miała go rzekomo „ratować”.
Bo nic nie boli bardziej niż świadomość, że ktoś nauczył dziecko prosić o pieniądze zamiast o miłość.
To też może cię zainteresować: Nie żyje gwiazda kultowych filmów. Jej nagłe odejście wstrząsnęło fanami
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. "Napisaliśmy z mężem testamenty": Dzieci nie otrzymają ani złotówki