Z westchnieniem odłożyłam telefon. Teściowa po raz kolejny zaprosiła nas na Wielkanoc.

"Będziemy czekać z pysznym żurkiem i babą wielkanocną!" - tryskała entuzjazmem przez słuchawkę. Wiedziałam, co to oznacza. Kolejny dzień pełen złośliwych uwag i pytań o dzieci.


Od lat mąż i ja staramy się o potomstwo. Bezskutecznie. Każde spotkanie z rodziną męża staje się polem minowym. Teściowa nie szczędzi nam docinków, a jej mina za każdym razem, gdy spogląda na mój pusty brzuch, jest niczym cios nożem.


"Nie chcę tam iść" - powiedziałam do męża, gdy tylko wszedł do domu. "Znowu to samo. Teściowa znowu będzie nas dręczyć."


Mąż westchnął. "Rozumiem cię, kochanie. Ale to święta. Powinniśmy być razem."
"Razem? Z tymi, którzy nas ciągle ranią?" - zapytałam z goryczą. "Nie mogę znieść ich spojrzeń, ich pytań. Czuję się jak nic."


Mąż objął mnie ramieniem. "Wiem, że to trudne. Ale nie możemy się poddawać. Musimy być silni."


"Dla kogo? Dla nich? Dla twojej mamy, która tylko czeka na to, by móc nas upokorzyć?" - łzy napłynęły mi do oczu.


Mąż spojrzał mi głęboko w oczy. "Dla siebie, kochanie. Dla naszego szczęścia. Nie pozwólmy im odebrać nam tego."


Przez chwilę milczeliśmy, zatopieni w swoich myślach. W końcu mąż powiedział: "Może w tym roku spróbujemy inaczej. Może zamiast walczyć, spróbujmy po prostu zignorować ich docinki. Skupimy się na sobie, na świętach, na naszej miłości."


Wahałam się. Czy to był dobry pomysł? Czy uda mi się powstrzymać łzy i gniew, gdy teściowa zacznie swoje gierki?


"Dobrze" - powiedziałam w końcu. "Spróbuję. Ale jeśli poczuję się zbyt zraniona, od razu wyjdziemy."


To też może cię zainteresować: Szymon Hołownia komentuje akcję służb w domu Zbigniewa Ziobry. Zaskakujące słowa Marszałka Sejmu

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Niesamowite sceny chwilę po awansie na Euro 2024. Ten mecz zostanie zapamiętany przez kibiców na długo. Wzruszeniu i łzom radości nie było końca