Po pracy było wielu kupujących. Z wózkami, koszami. I zwróciłam na nią uwagę, ponieważ zbliżyła się do półek i stała obok nich przez długi czas. Czasami coś podniosła. Wąchała nawet wędzoną polędwicę, aby potem odłożyć. Na półce. Szła bokiem, jedno ramię nieco wyżej niż drugie.

Skręcone palce ledwo ściskały rączkę koszyka. Przechodzili radośni ludzie, słychać było cichy pomruk głosów i wydawało się, że ta babcia jest tutaj… Nieznajoma. W jej oczach było tyle rozpaczy. Wyjęła chusteczkę i otarła łzy. I zatrzymała się ze starą kobietą, mówiąc te słowa: „Tak właśnie żyjesz, Lido”. Kiedy twój ma już 10 lat. Dlaczego to mówisz? - Rozmówczyni klasnęła w dłonie.

- Nie mam siły. Ledwo chodzę do sklepu, bolą mnie nogi. To tak, jakbym stąpała po szkle. Zastrzyki są mi podawane i są krótkotrwałe, wtedy ból jest piekielny, głównie leżę. Gdyby nie Szarik, wcale bym nie wstała! - Babcia znów płakała.

- Więc potrzebujesz schronienia lub jak to się teraz nazywa. I dbaja tam i dają jedzenie. To tak, jakbyś płaciła tam swoją emeryturę. To wszystko. Cóż, trochę cię zostawią. Są też pracownicy medyczni. Dlaczego warto wędrować? Znajomość nauczyła babcię.

"Zgadza się.” Nie możesz tam iść ze zwierzętami. Zaproponowali mi, żeby przyszedł pracownik socjalny ... Nigdzie się nie wybieram bez Szarika. Nie mogę rozstać się z nim - lepiej dla mnie nie żyć. On jest moją ostatnią duszą po mojej Kolie. 12-letni pies. Jak ogon za mną. Okulary są inteligentne. Czasami jest to takie nudne, ale popatrzę na to - i od razu łatwiej. Będę się modlić i nadal żyć, a tym czasem obserwowana przeze mnie babcia szła powoli wzdłuż lad.

Kupiła paczkę jęczmienia, chleb i karmelki. Chciała wziąć paczkę mleka, ale potem, grzebiąc w podniszczonym portfelu, zmieniła zdanie. Staliśmy w różnych kolejkach. I już na ulicy dogoniłam babcię. Ledwo chodziła. Kapelusz, lekki płaszcz. Dałam jej kawałek mięsa, kiełbasy, sera i słodyczy.

Będę bez tego żyć, sądząc po tym, że widzi we śnie mięso i czekoladę… Cóż, to smutne! Stara kobieta nie mogła zrozumieć, dlaczego jej to wszystko dawałam. Próbowała wyjąć portfel, a potem szepnęła, że ​​nie ma z czego zapłacić. Cóż, nie wchodząc w szczegóły, zaprosiła mnie do siebie w odwiedziny.

I zaprosiła do środka. I stamtąd wyleciała mi na spotkanie puszysta biała bryła - pies o imieniu Szarik. Teraz każdy ma szpice i mopsy, buldogi i jorki. Szczerze mówiąc, pies był bardzo zaskoczony!

Pies usiadł, a potem podał łapę. W domu babci był porządek. Skromne meble, ale czysto. Dwa łóżka. Jedno z nich jest zdemontowane, a drugie - z górą poduszek, białym kocem i poduszkami nieruchomymi jak rzucony tiul. Po staremu tak.

- Mikołka spała tutaj. Mieszkaliśmy z nim od duszy do duszy. Mój drogi... A teraz gdzie? Ledwo chodzę. Chcesz coś do picia? - Babcia pokuśtykała do kuchni.

Nad stołem był portret. Przystojny czarny i taka przewiewna blondynka o szarych oczach w kapeluszu. To ta babcia Lida, Lidia Pietrowna. Spojrzała również na portret. I natychmiast rozpacz zniknęła z jej oczu, stały się marzycielskie, jak gdyby się iskrzyły.

Babcia zjadła czekoladę w małych kawałkach, mrużąc oczy z przyjemnością, tak wzruszająco popijając herbatę. I uśmiechnęła się. Gołe dziąsła jak dziecko. Szczerze mówiąc, czułam się wtedy bardzo źle. Ponieważ to nie w porządku. Kiedy czekolada się marzy, bo na co dzień nie ma na nią szans.

Okazało się, że emerytura tej samej Lidii Pietrownej jest bardzo mała. Społeczność, medycyna i inne rzeczy wcale nie są tanie… Pies powinien zostać nakarmiony. Babcia powiedziała również, że handlarze owoców współczują jej. Dają po prostu pomidory, ogórki, jabłka, które wciera na tarce, ale i tarka jest zepsuta.

- Kiedy byli młodzi, wierzyli. Musisz uwierzyć. Potem była siła, zdrowie i solidne ramię. A teraz wszystko zniknęło. Dzieci nie urodziły się, prawdopodobnie nie były przeznaczone.

Mikołka miała siostrę, ale zmarła dawno temu. I mam… Mój brat musi mieć siostrzeńców. Napisałam do mojego brata pod starym adresem i listy wróciły. On sam już dawno odszedł. Odległość - odgrywa rolę, często nie musiałam widzieć, a potem rzeczy, zmartwienia. Ogólnie, kochanie, mieszkam sama.

Nie mieszkam. Więc będzie bardziej poprawne. Dziękuję Ci. Teraz wielu się spieszy. Jest wystarczająco dużo problemów i kłopotów. Chciałam cię tylko zapytać. Czy możesz do mnie czasem zadzwonić? Nagle co się ze mną stanie? Gdzie się znajdzie mój pies? Może więc w dobrych rękach? Zaginie sam na ulicy. I zniknie w schronisku. Dom jest bardzo przerażający!

Nie mogłam spać w domu w nocy. Tak, babcie mogłyby pomóc. Nie chciała rozstać się z psem. Co zatem pozostało? Ogólnie rzecz biorąc, postanowiłam znaleźć te najbliższe babcie. W dobie Internetu możliwe są sieci społecznościowe. Tylko wyszukiwanie przyniosło niewiele. A może Lidia Pietrowna zapomniała trochę szczegółów?

Moi krewni pomogli. Mieszkają tuż obok miejsca, gdzie mieszkał brat babci. I łatwo było dostać się na adres brata babci. Ogólnie okazało się, że siostrzeńcy przeprowadzili się do małego miasteczka. Zdarza się, że krewni nie zawsze pozostają w kontakcie. Niektórzy nie widzą się do końca życia. Co więcej, brat nie był krewnym Lidii Pietrownej, ale, jak się okazało, kuzynem.

Najważniejsze jest to, że siostrzeńcy - do ramion blond Nikita, z pszenicznymi wąsami i chudym, inteligentnie wyglądającym Aleksiejem z kijem okazali się przyzwoitymi ludźmi. Przybyli do babci Lidy. Płakała bez końca, próbowała przytulić ich uschniętą ręką. Usiedli, aby porozmawiać, a Szarika trzymała blisko siebie. Jakby powiedzieć potajemnie: „Nigdzie się nie ruszam bez niego”.

- Ciociu, uspokój się. Mieszkamy w dwupiętrowym domu z moją żoną. Możesz trzymać małe uprawy w pobliżu domu, wszystko jest tam sadzone. Kto trochę ziemniaków, kto zieleni. Albo kwiaty - powiedział Aleksiej.

- Jak to jest? Blisko domu? I nikt nie będzie ciągnął ani deptał? Mykoła i ja właśnie próbowaliśmy złamać cały kwietnik tutaj, w pobliżu naszego „pięciopiętrowego budynku”. Będą więc deptać, potem wyciągać, a następnie rzucać niedopałkami papierosów. A tutaj potrzebujesz… miasta. Cuda są cudowne! Zastanawiała się Baba Lida.

- Cóż, ogólnie… Możesz do nas przyjść. Mieszkamy we wsi.Ty decydujesz. Dzieci od nas osobno. Więc… Nie sądzisz, rodzima krew. Nie martw się. I zabierzesz ze sobą psa, konieczne jest rozwiązywanie pytań za pomocą szczepień, certyfikatów i wszystkiego innego. W pociągu! Nikita przerwała rozmowę.

Sprzedali mieszkanie. I babcia wyszła. Nikita i Aleksey powiedzieli, że mówią, że pójdziesz do swojego - uprzejmie i do nas prosimy. Pierwszy trzymał Szarika w ramionach. Baba Lida ma kilka rzeczy.

Czas minął. Przyjaciel Lyuski powiedział wszystko:

- Taka jest ta babcia? A dlaczego zawsze najbardziej potrzebujesz? Może będzie tam chora? Chciałbym tu mieszkać. Z psem

- Marzysz o jedzeniu czekolady? Marzysz o kawałku mięsa? Lucy, jest bardzo stara i chora. Cóż, jak długo ona wytrzyma, co? Zabrali ją do domu opieki. A pies? Nie mogła znieść tęsknoty. Widziałeś, jak wszystko przylgnęło do twojej Piłki. Oczywiste jest, że krewni są różni. Jednak ci sami Nikita i Aleksey są całkiem normalnymi odpowiednimi ludźmi.

A ostatnio przyszedł list. Pismo było jak dziecko piszące…

… Cześć Tania. Baba Lida pisze do ciebie. Nic nam nie jest. Piłka uwielbia wygrzewać się na słońcu. Blisko domu. Mieszkam w Aleksey. Koper i pomidory posadzono tuż obok domu. Wieczorem oglądamy telewizję i pijemy herbatę, mają tutaj bardzo smaczne słodycze. Jestem w porządku. Dziękuję Ci za wszystko. Przyjdź odwiedzić, moja droga!

Czy pomagasz osobom starszym?

Jak informował portal „Życie”: O NIESTANDARDOWYCH ZASTOSOWANIACH HERBATY WIEDZĄ NIELICZNI. CUDOWNA ROŚLINA, KTÓRA NIE TYLKO ŚWIETNIE SMAKUJE, ALE ROZWIĄZUJE DOMOWE PROBLEMY

Portal „Życie” pisał również: ROSNĄ JAK GRZYBY PO DESZCZU! GRZYBIARZE ZACIERAJĄ RĘCE, DZIĘKI ULEWOM NA TERENIE CAŁEJ POLSKI MOGĄ RUSZAĆ NA ŁOWY